Biegasz? Pomagasz!

Pobiegli już po raz szósty – przede wszystkim po to, aby pomagać. 28 kwietnia, w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, mimo niesprzyjającej pogody w Parku Lisiniec odbył się 6. Bieg Miłosierdzia.

Idea zawodów jest bardzo szczytna – to miłosierdzie w praktyce.

– Bieg polega na tym, że każdy z uczestników zakłada koszulkę z logo sponsora. Ci sponsorzy przekazują za każdego uczestnika fundusze na naszą stołówkę dla bezdomnych, która działa przez cały rok. Zatem im więcej uczestników, tym więcej zbierzemy funduszy na ten cel. Już kolejny raz organizujemy ten bieg i wiemy, że zła pogoda nie odstraszy wielu chętnych do pomagania w ten szczególny dzień, jakim jest Święto Miłosierdzia –  mówi ks. Andrzej Partika, proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego i kustosz sanktuarium w Dolinie Miłosierdzia, który corocznie bierze udział w Biegu Miłosierdzia.

W ubiegłych latach środki zebrane od sponsorów przeznaczano na równie ważne potrzeby.

– Pierwsza edycja odbyła się w roku 2014, wtedy to uruchomiliśmy kuchnię dla osób bezdomnych. Rok później uczestnicy biegli, aby zebrać środki na sfinansowanie modernizacji łaźni dla tych osób. Te miejsca służą bezdomnym do dzisiaj. Dwa lata temu za środki pozyskane z organizacji biegu udało nam się sfinansować ponad 2500 obiadów w szkołach dla dzieci z rodzin najuboższych. Czwarty bieg pozwolił zdobyć środki na dopłaty do recept dla seniorów. Te środki przeznaczane są na te obszary, które w danym roku wymagają największej interwencji – powiedziała Małgorzata Kurek, jeden ze współorganizatorów Biegu Miłosierdzia.

Tegoroczna edycja była wyjątkowa za sprawą rozszerzenia formuły wydarzenia do dwóch biegów. Oprócz rekreacyjnego, jaki organizowano przez ostatnie 5 lat, był też drugi – sportowy, z profesjonalnym pomiarem czasu i rywalizacją na pełnym poziomie. Jej zwycięzcą został Dariusz Lubosz, który pojawił się na mecie już po blisko 18 minutach.

– Jestem na Biegu Miłosierdzia już po raz czwarty. Zawsze co roku chętnie biorę udział, jeśli tylko pozwala na to czas i możliwość. Tu nie chodzi o sam wyścig, ale o szczytny cel – zawsze jest dla kogo biegać. Na to, że jestem pierwszy, złożyło się trochę szczęścia i umiejętności w nogach. Taki wyczyn naprawdę cieszy – przyznaje z dumą Dariusz Lubosz.

Wszyscy, którzy ukończyli wyścig, otrzymali pamiątkowe medale, które z pewnością będą przypominać o przyczynianiu się do pomocy potrzebującym.

BNO