Kościół św. Antoniego już po remoncie, wkrótce zabytkiem

Parafia św. Antoniego na Ostatnim Groszu w Częstochowie została utworzona w 1936 roku przez bp. Teodora Kubinę. Niedługo potem zakupiono teren pod budowę kościoła parafialnego. Opracowaniem projektu nowej świątyni zajął się architekt Zygmunt Gawlik z Krakowa.

To nie jedyne częstochowskie dzieło krakowskiego architekta – jest nim również projekt ołtarza głównego w bazylice archikatedralnej Świętej Rodziny w Częstochowie.
Budowa kościoła św. Antoniego z Padwy ruszyła w 1938 roku, w pierwszym etapie wybudowano fundamenty oraz podstawy świątyni. Niestety, prace zostały przerwane przez wybuch II wojny światowej. Wznowiono je w latach 50. XX wieku. Mówi ks. Sylwester Kubik, proboszcz parafii św. Antoniego:

Lata 50. to był czas głębokiej komuny, kiedy po pierwsze społeczeństwo było bardzo biedne, a po drugie nie było możliwości pozyskania lepszych materiałów budowlanych. Władze komunistyczne sprzeciwiały się budowie kościołów, były ograniczone dostępy do materiałów. I kiedy udało się jakoś ten kościół zbudować, zresztą jak popatrzymy na cegły, które zostały użyte przy budowie tego kościoła, to nam pokazuje właśnie, z jakiego marnego materiału ten kościół jest zbudowany.

Z równie marnego materiału została wykonana posadzka w kościele, która w ostatnim czasie doczekała się gruntownej renowacji. Zakończone już prace objęły również zainstalowanie ogrzewania podłogowego. Spotkało się to z dużą aprobatą parafian. Jednak część mieszkańców Częstochowy podniosła alarm, że architektoniczna wizja Zygmunta Gawlika została zagrożona:

Jeżeli chodzi o posadzkę, to nie jest ona według projektu Zygmunta Gawlika. Tylko ks. proboszcz, który budował ten kościół, użył materiałów, które były dostępne, ale które miał w bardzo ograniczonym stopniu. Dlatego ponad połowa kościoła nie miała żadnej posadzki. Tam, gdzie były ławki (było ich na ponad 650 miejsc) to była tylko wylewka, na tym był postawiony drewniany postument, na którym stały składane ławki. Posadzka, która była w tym kościele nie pasowała kolorystycznie do wystroju — to była marna komunistyczna terakota, która z upływającym czasem pękała i jej stan zużycia był bardzo wysoki. Kiedy założyliśmy nową posadzkę, to parafianie jednogłośnie stwierdzili, że kościół wypiękniał. Zresztą zakładając ogrzewanie, nawet gdyby była tu jakaś lepsza posadzka, to połowa płyt niestety zostałaby zniszczona, a nie ma innej możliwości ogrzewania takiego obiektu jak nasz, ze względu na powierzchnię, jak ogrzewanie podłogowe.

Jednak nie tylko posadzka okazała się punktem sporu. Postawiono zarzut, że podczas remontu zostanie zniszczona piękna, zabytkowa krata wejściowa. Co ciekawe została ona w kościele zamontowana dopiero przed rozpoczęciem remontu, więc elementem zabytkowym nazwać jej nie można:

Tutaj nie było wcześniej żadnych krat. Ta krata pojawiła się kilka miesięcy wcześniej i została przeze mnie ufundowana. Została ona założona po to, żeby móc ogrzewać kościół powietrzem, kiedy już przychodzi wiosna. W ostatnim etapie zimy temperatura w kościele spadała do -4 stopni Celsjusza. I kiedy był on wiosną zamykany, nagrzewał się dopiero na etapie czerwca, lipca. Żeby przyspieszyć proces ogrzewania ciepłym wiosennym powietrzem, założyliśmy kratę, żeby móc otwierać kościół na oścież, a powietrze mogło osuszać posadzkę i ściany.

Ze względu na głosy protestu niektórych mieszkańców Częstochowy, sprawą zajął się Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Katowicach. Rzecznik prasowy urzędu Mirosław Rymer wyjaśnia, że w chwili remontu kościoła – prawo nie zostało naruszone:

W czasie gdy były wykonywane prace przy posadzce w kościele św. Antoniego w Częstochowie, obiekt ten nie był objęty żadną formą ochrony konserwatorskiej. Nie był ujęty w Gminnej Ewidencji Zabytków ani nie był wpisany do rejestru i nie był również chroniony miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. W związku z tym te działania, które były wykonywane w kościele, nie wymagały uzyskania pozwolenia Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Natomiast w związku z tymi działaniami oraz z planami, jakie docierały do nas co do obiektu, Wojewódzki Konserwator Zabytków zdecydował się wszcząć z urzędu postępowanie w sprawie wpisu kościoła do rejestru. 4 lipca br. została wydana decyzja o wpisie kościoła do rejestru zabytków. Decyzja ta nie jest jeszcze ostateczna, parafii przysługuje odwołanie od tej decyzji. Jeżeli parafia nie wniesie odwołania w terminie bądź złoży oświadczenie o zrzeczeniu się prawa do odwołania, wtedy decyzja stanie się ostateczna i wszelkie działania w tym kościele będą wymagały pozwolenia Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Natomiast jeśli parafia wniesie odwołanie, decyzję ostateczną w sprawie wyda Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Warszawie.

Decyzja nie spotkała się ze sprzeciwem parafii oraz proboszcza ks. Sylwestra Kubika:

Nie będę się odwoływał od decyzji Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków i chcę, żeby kościół został wpisany do rejestru zabytków. Mamy w kościele bardzo cenne witraże, które może będą wymagały za jakiś czas dosyć gruntownego remontu. Jednak parafia takiego remontu nie udźwignie bez pomocy państwa. Kiedy kościół będzie już ostatecznie wpisany do rejestru zabytków, to łatwiej nam będzie pozyskać środki na remont witraży.

W związku z tym decyzja powinna się uprawomocnić w najbliższych dniach.

AK