Mister Universum 2014 z Częstochowy – Bartosz Sokołowski

222 listopada w Brukseli Bartosz Sokołowski zdobył tytuł Mister Universum w kulturystyce, w kategorii +90 kg. Z Mistrzem Świata rozmawiała Aleksandra Mieczyńska.
Gratuluję sukcesu, nie było chyba prosto zdobyć ten tytuł?
– Było kilku zawodników w mojej kategorii, światowa czołówka, wszyscy świetnie przygotowani, ale okazałem się najlepszy.
Sukces jest ogromny. Jak zaczęła się Pana przygoda z kulturystyką? Z tego co wiem, zainspirował Pana przed laty Arnold Schwarzeneger.
– Tak, Schwarzeneger w filmie „Conan Niszczyciel. Znalazłem później stare sztangi taty na strychu, ale tak na poważnie treningi zacząłem 13 lat temu, kiedy trafiłem na prawdziwą siłownię.
Ile miał Pan wtedy lat?
– 17. Trafiłem pod opiekę Sławka Daczkowskiego, wielokrotnego Mistrza Polski w kulturystyce. On mnie tym zaraził, zainteresował, poprowadził za rękę przez pierwsze starty w Federacji FBB. Zaraz na starcie zdobyłem tytuł wicemistrza Polski – dwa razy z rzędu, siódme miejsce w Europie, I miejsce w debiutach kulturystycznych, III miejsce w Mistrzostwach Śląska w kategorii ciężkiej.
Debiut był udany?
– Zgadza się, wszystko potoczyło się to dobrze, nie miałem żadnej poważnej porażki. Bywa, że z opinią sędziów można się czasem nie zgodzić, ale trzeba to przyjąć z honorem.
Jak pogodzić uprawianie takiego sportu z dbaniem o zdrowie?
– Sport wyczynowy nigdy nie jest zdrowy do końca, to jest stuprocentowe wyżyłowanie organizmu, wymuszanie na nim przeciążeń. Przygotowanie do zawodów czasami wymaga odwodnienia organizmu, odtłuszczenia tak, żeby każdy mięsień był widoczny. Nikt nie wytrzyma na tej diecie za długo. 3-4 miesiące takiej ścisłej diety przed zawodami, a później jest folgowanie, objadanie się pierwszy dzień po zawodach (śmiech). To nie jest zdrowe, ale nie da się inaczej.
Korzysta Pan z porad dietetyka?
– W tej chwili jestem sam sobie dietetykiem i trenerem. Nauka Sławka Daczkowskiego nie poszła w las. Przyswoiłem jego wiedzę, nowości od siebie wprowadziłem i wprowadzam, bo cały cykl przygotowań ciągle się zmienia.
W jakim sensie się zmienia?
– Są nowe sposoby, nowe metody. Nie ma już tzw. „katowania się”. To jest wszystko nauka, jest mnóstwo badań organizmu na temat kulturystyki i przygotowań do zawodów. Należy czytać i „wyłuskać” to, co najważniejsze, trzeba być na bieżąco. Większość osób, które ćwiczą na siłowni, które podchodzą to tego poważnie, będzie wyglądała jak Schwarzeneger tylko na zawodach. Ćwiczyć na siłowni może każdy, a kulturystyka to są 4 miesiące przygotowań do zawodów, kulturystą jest ten, który startuje w zawodach. Chodzenie na siłownię, przerzucanie ciężarów to jest jedna rzecz, a kulturystyka to jest bardzo złożony proces, coś zupełnie innego niż ćwiczenia na siłowni.
Jak wygląda Pana życie teraz, czy tylko Pan trenuje, czy jest czas na pracę?
– Praca przede wszystkim, bez niej nie ma możliwości uprawiania tego sportu. To jest najbardziej kosztowny sport ze wszystkich.
Dlaczego jest taki kosztowny?
– Choćby dlatego, że przed zawodami muszę jeść 2 kg mięsa dziennie, wytłaczankę jajek. Koszty są ogromne – w skali tygodnia, miesiąca, roku wychodzą sumy kosmiczne. Do tego dochodzą jeszcze koszty odżywek i suplementów, a także udział w zawodach, starty i koszty pobytu. Bez pomocy sponsorów byłoby to niemożliwe.
Przeraziły mnie trochę ilości, które trzeba zjeść, ale jak rozumiem, to jest tak tylko w Pana kategorii wagowej. A jak jest w przypadku kobiet?
– Im większy zawodnik, tym więcej musi zjeść, a kobiety oczywiście znacznie mniej, ale i tak mnóstwo pracy muszą w to włożyć.Dieta to podstawa.
Zdobyty tytuł jest ogromnym sukcesem i radością na teraz, a jakie są plany na przyszłość ?
– Chciałbym jeszcze parę razy wystartować, na razie odpoczywam. Chcę spędzić trochę czasu w domu z rodziną. Mój zwykły normalny tydzień to jest gotowanie wieczorem na cały dzień, pakowanie jedzenia w pojemniki. Pobudka o piątej rano, godzina na rowerku na czczo, później śniadanie, praca, powrót do domu i trening. Przed zawodami było jeszcze ciężej. Opłacało się. Muszę podziękować mojej żonie Dagmarze za wytrwałość i cierpliwość. Namawiając mnie do startu, sama nie podejrzewała, że tak to będzie wyglądać. Wspiera mnie bardzo. Obecnie jest w domu z naszym 3-miesięcznym synkiem Maksiem.
Jak to jest z tą codzienną siłą, bo mówi się różnie o kulturystach, czy potrafią wnieść siatkę z ziemniakami do domu czy nie?
– Bardziej chodzi tutaj o kondycję, siła jest na pewno nie taka jak u strongmanów czy ciężarowców. Wiadomo, że im większa masa mięśniowa, tym mięsień jest silniejszy. Ja nie jestem strongmanem.
U nich trening wygląda trochę inaczej, na czym innym polega. Ja mam doprowadzić moje ciało do takiego wyglądu, żeby było zbliżone do ideału. Chodzi o ideał w kulturystyce. To ma być kształtne, proporcjonalne ciało.
Jakie ma Pan zainteresowania poza kulturystyką, czy w ogóle jest czas na coś innego?
– Nie ma czasu, kulturystyka pochłania cały mój czas.
Kino, teatr, książki?
– (śmiech) Chodzę do kina, ale generalnie nie mam nawet czasu na oglądanie telewizji. Trudno wygospodarować godzinę czy dwie w ciągu dnia.
Uśmiecha się Pan.
– Cieszę się z sukcesu i widzę efekty swojej pracy. Mam nadzieję, że jeśli tylko znajdzie się sponsor, to uda mi się na wiosnę przygotować formę startową.
Kolejny start planuje Pan dopiero wiosną 2016 roku?
– Tak, planuję zrobić większy progres, chcę poświęcić rok na rozbudowanie masy mięśniowej, poprawę definicji i wtedy w 2016 roku wystartować.
Życzę spełnienia tych marzeń i dalszych sukcesów. Dziękuję za rozmowę.
Bartosz Sokołowski dziękuje wszystkim, którzy go wspierali w osiągnięciu sukcesu:
Elma – Hurtownia dodatków krawieckich Zbigniewowi Smakowskiemu
Fitness Studio Ada – Zbyszkowi Drewniakowi
Kesmet – Wojciechowi Kęsikowi
Uniflora – Krzysztofowi Barylskiemu
Ecostone – Kamilowi Kapkowskiemu

bart1 bs