Rodzina z tradycjami – „czas” dla Rybickich. Tradycja z pasją

Kaja 10Częstochowa z roku na rok się zmienia. Miejsca, które były dla niej charakterystyczne, które pamiętamy z dzieciństwa zamykają się. Sklepy, Kawiarnia Milano, gdzie rodzice spędzali wieczory, kiedy z bratem szliśmy spać.

Jedno miejsce nadal jest na mapie naszego miasta, przy al. Wolności 19, w kamienicy, która zawsze budziła mój zachwyt, znajduje się sklep zegarmistrzowski familii Rybickich. Pana Stefana Rybickiego znam osobiście, zawsze, gdy myślę o nim, pojawia się obraz bardzo uśmiechniętego, uprzejmego dżentelmena.

Częstochowska firma „Rybiccy” jest rodzinną firmą zegarmistrzowską. Powstała w 1948 roku.

Założył ją Józef Rybicki, po nim firmę przejął syn Stefan, który z kolei za jakiś czas przekaże sklep swojemu synowi Robertowi. Przed wojną al. Wolności słynęła z warsztatów zegarmistrzowskich, właśnie w jednym z nich nestor rodu Rybickich odbywał swoją praktykę.

Początkowo warsztat i sklep zegarmistrzowski mieściły się w ciasnym pomieszczeniu przy bramie. Dopiero w listopadzie 1998 roku Stefan Rybicki uroczyście otworzył nowy sklep w miejscu, gdzie kiedyś znajdowało się prywatne mieszkanie właścicieli.

W 2010 roku, idąc z duchem czasu, uruchomiono sklep internetowy.

Jak zaczęła się Pana przygoda z zawodem zegarmistrza, która przerodziła się w trwającą do dzisiaj pasję?

– Mój tata w trudnych dla Polski czasach, przez przypadek trafił do jednego z warsztatów zegarmistrzowskich przy ulicy Wolności w Częstochowie, gdzie zaczął praktykować. Następnie w 1948 roku założył własną firmę w naszym mieszkaniu, warsztat sąsiadował z moim pokojem. Często zdarzało się, że po szkole podpatrywałem, jak tata pracuje, na początku była to zabawa, która stała się moją pasją. Najbardziej lubię naprawiać zegary, to wymaga wiele precyzji i spokoju, dlatego po pracy muszę odreagować. Praca zegarmistrza jest stresująca, ponieważ mam także kontakt z klientami, do sklepu przychodzą różne osoby, niektóre oczekują, żebym był uśmiechnięty, a inne poważny. Staram się doradzić klientowi, pytam o jego gust, czy chce zegarek na pasku czy na bransoletce, ważnym elementem jest też ubiór. Najważniejsze dla mnie jest, że każdego klienta traktujemy równo, nieważne za jaką cenę chce kupić zegarek, istotne jest, żeby wyszedł zadowolony z naszego sklepu.

Jest Pan także właścicielem sklepu internetowego, czy lepiej kupić zegarek przez internet czy pójść do sklepu?

– Internet może nam tylko pomóc w orientacji, poznać modele, ceny, kolory. Zegarki powinno się kupować w sklepie, gdzie można je przymierzyć. Powinniśmy go dobrać do przegubu.

Panie Stefanie, a jak wyglądała Pana edukacja?

– Jak już mówiłem, pasja zrodziła się w domu rodzinnym. Byłem młodym, niepokornym człowiekiem, próbowałem zdawać na różne uczelnie, ale ostatecznie zostałem w Częstochowie, studiowałem budowę maszyn na Politechnice Częstochowskiej. Na Politechnice poznałem wielu wspaniałych ludzi, w tym młodego wykładowcę, mojego przyjaciela do dnia dzisiejszego – Tadeusza Wronę. Duży wpływ na moje życie miało wojsko, nauczyło mnie porządku i dyscypliny.

Czy są zegary w mieście, formy małej architektury, które Pan konserwuje?

– W naszej rodzinie pozostała opieka nad zegarem na wieży ratuszowej. Po modernizacji dokonanej w 1994 roku zużyty stary mechanizm zastąpiono elektronicznym, a zegar został sterowany radiem z Frankfurtu nad Menem, co dawało mu dokładność do jednej sekundy na milion lat. Niestety podczas rewitalizacji ratusza został on skradziony i założono mechanizm polski. Jedyne, co zostało po wcześniejszym, to tarcza i wskazówki. Zegar na budynku poczty przy ul. Kopernika dzięki naszej rodzinie zyskał nowe serce, które niedawno przestało bić. Praca nad tym zegarem była bardzo ciekawa, jest to zegar o najdłuższych wskazówkach w Polsce. Jestem także twórcą zegarów na kościele pw. św. Zygmunta i w kościele św. Faustyny czy na Gminnym Ośrodku Kultury w Olsztynie.

Czy dzieci poszły w Pana ślady?

Córka skończyła prawo, teraz mieszka w Warszawie i specjalizuje się w prawie autorskim. Syn Robert studiował marketing i to on zajmuje się sklepem internetowym, a także grawerowaniem. Cieszy mnie, że w przyszłości będę miał komu zostawić mój dorobek.

Jakie zegarki najczęściej kupują klienci?

– To zależy od płci. Mężczyźni bardziej zwracają uwagę na stronę praktyczną, mechanikę. Kobietom głównie zależy na odpowiednim kolorze, doborze paska, bransoletki. Jeśli chodzi o nowe trendy na 2015 rok, to będę mógł coś powiedzieć dopiero po targach w Bazylei, które będą w marcu. Ostatnimi czasy bardzo popularne są zegarki z firm modowych, szczególnie wśród kobiet.

Nie tylko zegarkami człowiek żyje, ma Pan jakieś inne pasje?

– Dużo, udzielam się rzemiośle częstochowskim, jestem Starszym Cechu. Głównie zajmujemy się szkolnictwem zawodowym i nauką zawodu. Jestem także wiceprezesem Izby Rzemieślniczej. Pracuję także trzecią kadencję jako ławnik. Jestem członkiem Stowarzyszenia Przyjaciół Gaude Mater, działam w Powiatowej Radzie Zatrudnienia. A prywatnie uwielbiam narty, a latem żagle, na moich ukochanych Mazurach.

Ze Stefanem Rybickim