„Chcieliśmy, żeby to dziecko było otoczone ludźmi Boga” – historia walki o życie Leonka

W niedzielę (17.05) w parafii Narodzenia Pańskiego w Częstochowie o 12:00 odbył się chrzest małego Leonka, którego życie w łonie matki było poważnie zagrożone. Mama stanęła przed perspektywą czwartej cesarki, która mogła skończyć się dla niej nawet śmiercią. O historii kobiety mówi s. Milena ze zgromadzenia Sióstr św. Józefa, która pomogła jej w tej trudnej sytuacji w ramach Fundacji św. Barnaby.

– Kasia trafiła do fundacji będąc już w zaawansowanej ciąży. Wiedzieliśmy, że od pierwszych chwil poczęcia życie dziecka, ale także mamy było zagrożone. Nie widzieliśmy jak wyglądała wcześniej sytuacja Kasi, że straciła całą swoją najbliższą rodzinę, swoje rodzeństwo, rodziców, że tak naprawdę została sama. Ciocia z wujkiem, jakoś może na krótki czas, ale odwrócili się od niej. Kasię najpierw ogarnęliśmy modlitwą, nie znając jeszcze jej męża, ponieważ ma z nim ślub cywilny. Kasia opowiedziała nam całą swoją przyszłość – powiedziała. – Okazało się, że była narkomanką, alkoholiczką. Pamiętam Kasię wałęsającą się po ulicach naszego miasta, siedzącą w parku z nieciekawym towarzystwem. Proszę sobie wyobrazić, że kiedy rozpoczęliśmy modlitwę, kiedy zaczęliśmy z Kasią rozmawiać, gdy zaczęliśmy jej towarzyszyć, Kasia bardzo szybko zmieniała swoje życie. Kasia wręcz przychodziła do mnie do domu ze swoim mężem i mówiła: siostro, módlmy się! – wspomina s. Milena.

Katarzyna Malinowska, mama Leonka wspomina, że doświadczyła w trakcie ciąży wiele trudności, ale nie została sama bez pomocy bliskich ludzi.

– Ciąża była zagrożona. Lekarze mówili wręcz, że będą ratować albo dziecko albo mnie. Dużo mąż mi pomógł, on może więcej powiedzieć na ten temat. On chodził po lekarzach, robił kłótnie w szpitalu. Chcieli mi dziecko zabrać do domu dziecka przez szpital. Było ciężko, bo nie chcieli mi cesarki robić. Trzy razy byłam w szpitalu, w trzech różnych szpitalach. Na Blachowni nie chcieli się podjąć, na Mickiewicza również. Ostatecznie na Parkitce się podjęli – stwierdziła Katarzyna. – Dużo wsparcia i siły dali mi s. Milenka i pan Zbyszek. Oni mnie na duchu trzymali. I mąż też. Było ciężko, ale dziecko teraz zdrowe jest i wesołe – powiedziała kobieta.

Mąż Katarzyny Michał przyznał, że chwile, kiedy dwie ważne w jego życiu osoby mogły stracić życie, były dramatyczne.

– Musiałem robić awantury z tymi lekarzami, bo nie chcieli zoperować. Jednego dnia do mnie dzwonią. że już będzie dzisiaj cesarka, a oni nagle wypisują do domu – wspomina mężczyzna.

Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Siostra Milena wraz z Fundacją św. Barnaby otoczyli przyszłą mamę opieką i modlitwą oraz znaleźli rodziców chrzestnych dla dziecka.

Chcieliśmy, żeby dziecko było wychowane w wierze katolickiej. Wcześniej jego rodzice mieli kontakt ze wspólnotą protestancką, ale oni doszli do wniosku, że to za mało, że to nie to. Dlatego taką duchową bramą dla nich, duchowym wsparciem okazała się dla nich modlitwa i Fundacja świętego Barnaby – i tak krok po kroku. Chrzestny, który jest dzisiaj właśnie, odbierał Leonka ze szpitala. Ola jest taką chrzestną trochę z przypadku. Wiedzieliśmy, że to nie będzie łatwe, żeby dla tego dziecka znaleźć chrzestnych. Wszyscy przyjaciele, koledzy rodziców, to niestety ludzie uzależnieni, ludzie którzy są narkomanami, alkoholikami, a my chcieliśmy, żeby było inaczej, żeby to dziecko było rzeczywiście otoczone ludźmi Boga i tak też się stało. Ola, pani magister farmacji ogromnie Boży człowiek z wielką radością przyjęła to. Pan Zbyszek też. Fotografowie wspaniali również, właśnie się zbliżają prolife’owcy, broniący życia, będą robić pamiątkowe zdjęcia dla dziecka. Tak się zaczęło właśnie, że dziecko trafiło właśnie w środowisko ludzi wielkiego serca – powiedziała siostra.

Zbigniew Zdrach z Fundacji św. Barnaby zgodził się być chrzestnym Leonka.

– Poznałem Kasie kiedy była w ciąży no i mówiła, że ma taki problem, że nie może znaleźć chrzestnego i czy mogłaby liczyć na moją pomoc. Stwierdziłem, że skoro jest taka sytuacja, że trzeba dziecko ochrzcić no to zgodziłem się na to. To nie jest moje pierwsze dziecko, którego jestem ojcem chrzestnym. W tej chwili mam już siódemkę – stwierdził mężczyzna.

Leonek na chrzcie otrzymał drugie imię Józef, które na pewno będzie mu przypominać w dorosłości, że jego mamie pomogła siostra za zgromadzenia św. Józefa. Katarzyna i Michał bardzo walczą o to, aby stanąć na nogi. Ich historia pokazuje jak ważne jest wsparcie i życzliwość bliskich osób w sytuacjach granicznych.

KG
fot. Dominik Nienartowicz