Prymicja – ważny krok w kapłańską drogę

W sobotę 30 maja w bazylice archikatedralnej Świętej Rodziny odbyły się święcenia kapłańskie. Bardzo ważnym momentem dla nowowyświęconego kapłana jest tzw. prymicja. O tym czym są prymicje kapłańskie mówi rzecznik archidiecezji częstochowskiej, ks. Mariusz Bakalarz.

– Prymicja to pierwsza Msza Święta dokładniej pierwsza samodzielna Msza Święta, bo pierwszą Mszę Świętą nowo wyświęceni kapłani sprawują już w dniu święceń w czasie tej Mszy Świętej, w czasie której święcenia są udzielane. Natomiast zazwyczaj następnego dnia albo w nieodległym czasie tradycyjnie w swoich wspólnotach parafialnych nowo wyświęceni kapłani sprawują pierwszą samodzielna Mszę Świętą. Prymicje oznaczają dosłownie pierwociny, czyli to jest tak jak ten pierwszy plon, który się zbiera w czasie żniw, tak i to jest ta pierwsza ofiara, którą składa nowo wyświęcony kapłan –  powiedział ks. Mariusz Bakalarz. – Msza Święta szczególna, Msza Święta zazwyczaj bardzo uroczysta i taka, którą się pamięta i taka, do której się człowiek przygotowuje, ale i też do której wraca. Nowo wyświęceni, wczoraj wyświęceni kapłani sprawują swoje prymicje. Jest to dzień wielkiej radości dla tych wspólnot, które ich wydały, bo ich powołania są owocem modlitwy, owocem pracy kapłanów, tymi właśnie pierwocin mi zbieranymi za modlitwę, za wiarę – stwierdził kapłan.

Ks. Bakalarz powiedział, że bardzo ważnym elementem Mszy świętej prymicyjnej jest tzw. Błogosławieństwo prymicyjne.

– Msza święta prymicyjna zwykle jest bardziej uroczysta niż zazwyczaj. Towarzyszy temu rozbudowana asysta liturgiczna, śpiewy. Szczególnym takim momentem na zakończenie jest błogosławieństwo prymicyjne. Warto zaznaczyć, że jest ono związane z przywilejem odpustu zupełnego. W czasie tej pierwszej samodzielnej Mszy Świętej udziela się go w bardziej rozbudowany niż zwykle sposób poszczególnym osobom, grupom, kapłanom, osobom konsekrowanym, rodzicom, najbliższym prymicjanta, służbie liturgicznej, wiernym – stwierdził ks. Bakalarz. – Błogosławieństwo przez nałożenie rąk – taki pierwsze dar, który prymicjant może dać tym, którzy mu towarzyszą i którzy często towarzyszyli mu też na tej drodze przygotowania i wzrastania do kapłaństwa – powiedział rzecznik archidiecezji.

Ks. Zbigniew Wojtysek pochodzi z parafii NMP Częstochowskiej w Łobodnie. Na jego Mszę prymicyjną przybyło wielu ludzi z całej wioski, którzy do parafialnego kościoła prowadzili go pięknie przyozdobioną drogą. Zanim rozpoczął swoją pierwszą Mszę podzielił się tym, co przeżywał.

– No jest wielkie przeżycie w sercu. Przede wszystkim radość, że wychodzi się z tej parafii. do tej parafii się tak naprawdę wraca, do tych ludzi, z którymi się było tak od dzieciństwa. Radość też wielka w domu, w rodzinie. Też bardzo mnie wzruszył moment, kiedy rodzice mnie błogosławili. To takie pierwsze wzruszenie. Później kapłani, pozostała część rodziny. No i wspólna radość na wiosce z której parafii pochodzę, jak wszyscy się cieszę z tego, że z nich ksiądz wyszedł i do nich też wraca – stwierdził ks. Zbigniew. – Wielka radość. To niesamowite, że wszyscy razem możemy się spotkać, usłyszeć, powspominać. Te życzenia były dla mnie też naprawdę piękne i wzruszające. Historie gdzieś tam wzięte naprawdę z konkretnych momentów. Cieszę się, że możemy wspólnie razem teraz za chwilę rozpocząć Eucharystię i modlić się. Wielkie poruszenie. Boję się troszeczkę tej pierwszej Mszy Świętej, ale ufam, będę się starał skupić, żeby przeżyć to, co najważniejsze, czyli żeby Jezus przyszedł przez moje ręce na ołtarz – powiedział neoprezbiter.

W tym samym czasie swoje pierwsze Eucharystie sprawowało czterech innych neoprezbiterów. Ks. Sebastian Kosecki z parafii św. Jacka w Częstochowie po zakończeniu Mszy prymicyjnej powiedział:

– Nie spodziewałem się, że to będzie tak wyglądać. W sumie nie wiedziałem, jak to będzie wyglądać, no bo nigdy Mszy nie odprawiałem prymicyjnej. Natomiast podczas tych rzeczy najważniejszych czułem bardzo duży pokój i spokój, bez stresu i to było piękne, bo świadomość tego, jak wielką łaską niezasłużoną uderzył mnie Pan Bóg, to mnie tak buduje i przemienia życie dosłownie. No jestem wdzięczny w ogóle tym ludziom, tyle miłości. Wiem to, że gdyby nie Pan Bóg, no to by tego nie było. I jestem prostu, po prostu wdzięczny – powiedział ks. Sebastian. – Przypomniał mi się obłóczyny, bo to było pierwsze takie spotkanie, takie pobożne w sensie. Wtedy też u nas w seminarium tak to wyglądało. Cieszę się, że są ze mną ci ludzie, a jeszcze bardziej z tego, że ja mogę być dla nich, bo więcej radości jest w dawaniu aniżeli w braniu, i ja rzeczywiście tego doświadczam. I oni są, ci wszyscy ludzie, którzy tutaj byli, okazją do tego, aby właśnie dawać siebie, dawać Chrystusa i to jest piękne – stwierdził kapłan.

W parafii archikatedralnej Świętej Rodziny po raz pierwszy samodzielnie sprawował Mszę św. ks. Mateusz Golis. Tak przeżył to wydarzenie.

– Tak jak troszeczkę wczoraj mówiłem niedorastanie do tajemnicy, która została we mnie złożona i takie wzrastanie, bo Jezus jest tym, który podnosi i będzie mnie prowadził do szczytu i zbawienia, nie tylko swojego, ale także wszystkich wiernych, którzy będą mi powierzeni. To jest wielkie szczęście, że kapłaństwo nie jest darem tylko dla mnie samego, ale jest dla tych wszystkich, z których wyszedłem i do których pójdę i oni tu są z różnych momentów mojego życia i uwielbiam w tym Pana Boga bardzo – powiedział ks. Mateusz.

Dla rodziny, przyjaciół, parafian Msza św. prymicyjna to zawsze wielkie święto.

– Przepiękna uroczystość naprawdę.

– Przyjaźnimy się z Sebastianem, także bardzo wzruszająca dla nas Msza.

– Super. No wzruszenie jest na pewno, także łezki poleciały, tym bardziej, że z rodziny jesteśmy. Ja jestem kuzynem, wujek. Świetnie, super, świetna ceremonia, bardzo fajnie.

– Ogromne wrażenia. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, bo to mój przyjaciel i mega, mega się cieszę. Chwała Panu.

– Bardzo pozytywne. Także byłem pod wrażeniem.

– Jesteśmy bardzo szczęśliwi, iż po tych 6 latach przygotowania został kapłanem i życzymy mu wszystkiego, co najlepsze na jego kapłańskiej drodze.

– Cały czas miałam łzy w oczach, a z drugiej strony uśmiech nie schodził mi z twarzy. Jak widziałam już teraz księdza Sebastiana, to po prostu byłam pełna dumy i pełna podziwu, ile dawał dobrego ludziom wokół siebie i jestem przeszczęśliwa, że będziemy mieli takiego nowo wyświęconego kapłana.

– Również bardzo dobrze. Też nie mogłem oderwać wzroku jak Sebastian jest zadowolony. Widziałem miłość w jego w oczach jak stał przy ołtarzu. Jest dla mnie trochę jak taki starszy brat i naprawdę wyjść z podziwu nie mogę.

– Nie można mówić nawet. 

– Wspaniałe, wspaniałe.

– No, że nas taki zaszczyt spotkał to naprawdę jesteśmy przeszczęśliwi, że z naszej wspólnoty mamy takiego wspaniałego kapłana i oby mu Bóg błogosławił na wszystkie linii, aż do chwili. kiedy się wszyscy spotkamy razem u Boga Ojca. Także jesteśmy przeszczęśliwi i jest to ogromna nasza wdzięczność też i seminarium i jego po prostu otoczeniu, że tak cudownie doprowadzili go do tego dnia dzisiejszego. Przeszczęśliwi jesteśmy i jak to się mówi: Alleluja i do przodu. Z Panem Bogiem.

W pierwszym terminie uroczystości prymicyjne przeżywali również ks. Szymon Całus z parafii św. Antoniego z Padwy w Częstochowie i ks. Dominik Kozłowski z parafii św. Stanisława, Biskupa i Męczennika w Wieluniu.

Za tydzień swoje pierwsze samodzielne Msze św. odprawią ks. Remigiusz Lech z parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Myszkowie i ks. Piotr Sinkiewicz z parafii św. Aleksego w Przedborzu, diecezja radomska.

KG