Św. Maria Magdalena uczy nas spotkania z Jezusem – odpust w Koziegłowach

22 lipca w kościele przypada święto św. Marii Magdaleny, stąd 23 lipca w Koziegłowach odbył się odpust w kościele pw. Świętej. Proboszcz parafii ks. Robert Nemś uroczyście powitał wszystkich zgromadzonych na sumie odpustowej, którą sprawował ks. Piotr Zaborski, dyrektor radia Fiat. Podczas wygłoszonej homilii ks. Piotr mówił o patronce parafii, jako o tej, która uczy jak żyć, jak kochać, jak przebaczać. Mówił:

Magdalena pojawia się w Ewangelii z siłą kogoś, kto głęboko kocha i pragnie kochać coraz bardziej. W tekście jest o niej napisane, że Jezus wyrzucił z niej siedem złych duchów. Stwierdzenie to może oznaczać różne sytuacje bolesne. W każdym razie cierpienie doprowadziło ją do Chrystusa i od tej chwili nie patrzy wstecz. Zrozumiała, że jej życie będzie miało sens tylko wtedy, gdy poświęci je na służbę Bogu i braciom. Uwolniona od zła, które ją przygniatało, jawi się nam jako osoba wielka i hojna, kiedy stając pod Krzyżem daje nam lekcję męstwa. Później, idąc do grobu Ukrzyżowanego, nie pozwoliła, by na świecie zagasła nadzieja. Szła do grobu, aby namaścić martwego Jezusa, a wtedy właśnie stało się coś niezwykłego:“Niewiasto, czemu płaczesz?” – zapytał ją Pan Jezus żywy – zmartwychwstały. Jak wiele razy podkreślał założyciel Opus Dei “bez Jezusa nie jest nam dobrze”. W 1964 roku, w liturgiczne wspomnienie Marii Magdaleny, święty Josemaria modląc się przed Tabernakulum, powiedział: „Pusty grób! Maria Magdalena płacze, zalewa się łzami. Potrzebuje Nauczyciela. Poszła tam, by trochę się pocieszyć, będąc blisko Niego, towarzysząc Mu, bo bez Pana nic nie warto. Poznaje Zbawiciela dopiero, kiedy słyszy swoje imię, wypowiedziane w sposób bardzo osobisty. Maria Go nie rozpoznała, tak bardzo była skupiona na tym, co zaplanowała – na namaszczeniu Ciała- i na swoim żalu.
Dopóki nie poznam Jezusa, nie spotkam Go twarzą w twarz, tak długo będę się mylił. A później jest wyjście w przygodę. Idź do braci. Spotkaj się z kimś, powiedz kazanie, wyłącz fb, zadzwoń do kogoś, zrób to, co do ciebie należy. To Spotkanie jest tylko zapalnikiem, nie jest celem samym w sobie, jest kluczem do działania. Spotkanie jest tak silną sprawą, że trzeba o nim powiedzieć innym. Widzę po sobie, że jeśli idę na autentyczną modlitwę, nawet najkrótszą, to później chcę i potrafię wychodzić do innych. Jeśli zostaję bez niej, zaczynam się bać. Włączają się moje lęki, obawy i nieporadności. To naprawdę przekłada się na codzienność. Kiedy wspólnota parafialna, kościelna, rodzinna, narodowa nie Spotyka się ze Zmartwychwstałym, to zaczyna zajmować się sobą. Kiedy wracamy do Spotkania, wtedy przestajemy się skupiać na sobie. Nie mamy na to czasu. Wtedy my robimy naszą robotę (idź do braci i powiedz im…), a On zajmuje się resztą. Potrzeba Spotkania i czułości (Rabbuni) między nami i Nim – Bogiem. Tak niewiele trzeba naprawdę.

Znam kogoś takiego, kto to wszystko dokładnie pojął i zrozumiał…ś.p. ks. Jan Kaczkowski. Pomimo bólu fizycznego, strachu, cierpienia szedł do nas i zaświadczał… o Bogu, który kocha, współcierpi z nami, ale przede wszystkim zbawia i daje nadzieję, że to, co tutaj jest tylko przejściowe. Kochał ludzi – zwłaszcza tych słabych, chorych i opuszczonych, ale też tych, którzy wierzą i rozumieją Boga inaczej lub nie rozumieją Go wcale… kochał życie, ale najbardziej ukochał Boga i chyba stąd czerpał siłę, aby do nas przychodzić i działać.
Dziś takim przykładem jest dla nas św. Maria Magdalena, do której wołamy, przez wstawiennictwo której się modlimy. Św. Mario Magdaleno bądź! Strzeż naszej wiary i nie pozwól, aby nas ogarniało lenistwo, zniechęcenie i ciągłe wpatrywanie się w siebie, własne niedomagania, bóle, samotności i cierpienia…
Pan Bóg często posługuje się innymi osobami, aby wezwać każdego z nas po imieniu i powierzyć także i nam zadanie, by dawać Go poznać innym ludziom!
Kobiety z Ewangelii – Maria Magdalena, Marta i Maria z Betanii, Joanna, Zuzanna i Salome – służyły Panu Jezusowi z lojalnością, którą nie zawsze wykazywali uczniowie. Towarzyszyły Nauczycielowi na drogach Palestyny lub gościły Go w swoich domach, płakały na drodze krzyżowej i szły z Nim aż na miejsce śmierci,
Od Marii Magdaleny uczymy się, że kiedy ktoś chce naprawdę służyć Kościołowi, przede wszystkim kieruje swój wzrok na Chrystusa, idzie za Nim z bliska przez drogi ziemi, z całkowitą wiernością, nawet wtedy, gdy inni uciekają wobec pozornego zwycięstwa zła.
Właśnie o takich ludziach powstały niedawno dwa filmy „Bóg nie umarł” – cz. 1 i 2. Josh rozpoczyna studia na jednej z amerykańskich uczelni. W pierwszym semestrze trafia na zajęcia z filozofii prowadzone przez fanatycznego ateistę profesora Radissona. Wykładowca już na pierwszych zajęciach każe studentom napisać na kartce słynne zdanie Friedricha Nietzschego: „Bóg umarł”, i złożyć pod nim podpis. Ci, którzy tego nie zrobią mogą zrezygnować z zajęć lub… udowodnić, że Nietzsche się mylił. Z całej grupy pierwszorocznych studentów wyzwanie podejmuje tylko Josh. Ma czas do końca semestru, by przekonać słynnego wykładowcę i resztę studentów, że Bóg jednak istnieje. W głównym wątku opowieści zarysowuje się ciekawy podział: to Bóg, chrześcijaństwo daje człowiekowi wolność wyboru – Josh po przedstawieniu swoich argumentów na istnienie Boga nie zmusza innych studentów do ich przyjęcia, lecz daje im możliwość wyboru: wy zdecydujcie. Natomiast profesor-ateista jest totalitarystą: nie wystarcza mu, że sam twierdzi, iż Boga nie ma, wymaga, by pod tym poglądem podpisali się wszyscy studenci. Bo – jak zirytowany mówi Joshowi – “Bogiem na moich zajęciach jestem ja”.Rozpoczyna się pasjonujący spór, który elektryzuje całą uczelnianą społeczność i sprawia, że odmienia się życie wielu osób…
Wielki sukces filmu „Bóg nie umarł” pokazał, że Amerykanie mają dość poprawności politycznej rugującej chrześcijaństwo z przestrzeni publicznej. Każdy z nas, jeśli na serio traktuje swoją wiarę i chrześcijaństwo, musi doświadczyć w życiu chwil próby. Nie jest łatwo opowiedzieć się dziś za Kościołem, gdy słychać wiele krytycznych uwag, gdy tak wielu wyśmiewa się z Bożych przykazań i z prawd wiary.
Wiara wyzwala z lęku.
Dzisiejszy odpust, tu w Koziegłowach, to okazja, by przypomnieć życie Magdaleny, które jest niejako streszczeniem biografii każdego chrześcijanina: pokornym, ciągłym zaczynaniem od nowa, miłością do Chrystusa, ufaniem Mu pomimo cieni, które czasem zaciemniają drogę, coraz lepszą służbą innym w miejscu, gdzie przyszło nam żyć. Ludzkość potrzebuje takich kobiet i mężczyzn, zdolnych uciekać się niestrudzenie do miłosierdzia Bożego, lojalnych u stóp Krzyża, gotowych usłyszeć pośród zwykłych zajęć każdego dnia własne imię wypowiedziane przez Zmartwychwstałego – podsumował ks. Zaborski.

Na zakończenie Mszy św. odbyła się uroczysta procesja wiernych dookoła kościoła parafialnego.

MK

fot. AM