RedЯum

DSCF0485

Do Domu Tajemnic prowadzi niepozorna ścieżka przez wczesnowiosenny, nagi ogród przed kamienicą. Na balkonie spoglądają na siebie dwa czarne koty. Milczą. Nie słychać też żadnych rozmów, bo przez zlaną w krwawym świetle wieczornego słońca uliczkę akurat nikt nie przechodzi. Łóżko w kamieniczce jest poznaczone krwią. Przy drzwiach widać białe, ludzkie dłonie. Tylko dłonie.

To była spokojna okolica

Wszystko zaczyna się od wyboru. Lewo czy prawo. Okno czy żarówka. Wolne lub skute ręce. Ale jedno się nie zmienia. Zatrzaskują się drzwi, a zegar zaczyna liczyć. 60 minut i ani jednej więcej. W tym czasie trzeba znaleźć wyjście. Jednocześnie nic nie odpędzi świadomości, że wszystko obserwują kamery. Zamknięci widzą uciekające sekundy. Mogą się też pojawić rozpoznawalne litery. Układają się w podpowiedzi, a może w fałszywe tropy? Jedyne, co pozostaje zamkniętym, to ufać sobie nawzajem. Bo czas ucieka. 60 minut i ani jednej więcej.

W obu izbach wiekowej kamienicy zatrzaśniętych zostało od dwóch do pięciu osób. Znają się. Na początku wydaje im się, że mogą sobie ufać. Wydaje im się. Wraz z upływającymi minutami okaże się, w kim tają się zdolności przywódcze. Kto dostrzeże przedmioty rozrzucone pod łóżkiem, notatki w książkach, fotografie. Kto połączy wskazówki w spójną całość i zdobędzie klucz. A czas ucieka. Sekundy, minuty, kwadranse. Nie będzie drugiej szansy. Pod czujnym okiem elektrycznego nadzorcy trzeba znaleźć wspólny język i sposób na ucieczkę.

Pomieszczenie po lewej stronie rozświetla blade światło, przez zakurzone szyby z trudem przebija się słońce. Masywny stół wygląda, jakby od dawna nikt przy nim nie jadł. Na biurku nie leży żadna aktualna gazeta. Nie brakuje za to książek. Dziesiątki tomów rozrzuconych nie tylko na drewnianym regale. Na ziemi stoi popiersie, tuż obok żeliwnego pieca, z którego nie promieniuje ciepło. Szafy, szafki, obrazy, w tym portret zamordowanego prezydenta. Na maszynie do pisania ktoś wystukał kilka słów, ale gruby całun pajęczyn wskazuje, że od dawna nikogo tutaj nie było. Czas płynie zbyt szybko. Sekundy, minuty. Gdzieś tutaj jest klucz. Na ścianie przysiadł pająk z odwłokiem wielkim jak paznokieć.

Krew spływa po grubej, plastikowej kotarze. W półmroku ledwie można rozpoznać, co jest po drugiej stronie. Kotara się porusza. Pusto. Nikt nie czeka na stuletnim fotelu dentystycznym. Ale w pomieszczeniu po prawej stronie jest więcej śladów krwi. Na łóżku, na którym nikt od tylu lat nie spał. Na podłodze. Może na piecu. Trudno powiedzieć, czy to nie wytwór wyobraźni. Czy coś leży w popiele? Pod łóżkiem? Porusza się? Trudno powiedzieć. Dwie ludzkie dłonie za to nie drgną nawet o włos.

Nim zamknięci zdążą bardziej się rozejrzeć, muszą uwolnić się z metalowych obręczy. Gdzieś w tym pokoju powinien znajdować się klucz. Może w przepastnym kufrze, którego wieko nie chce ustąpić. Może pod poduszką, poznaczoną konstelacjami bordowych kropel. Czas ucieka. Sekundy, minuty. Gdzieś tutaj jest klucz. Na lustrze ktoś namalował wyraźnie, szeroko: „REDЯUM”, z błędem pośrodku. Czerwony płyn już wysechł.

Takie rzeczy nie działy się w naszym mieście

Dom Tajemnic jest położony w środku miasta, a jednak omija go szum aut i tysięcy przechodniów. Został otwarty w piątek 20 marca. Pierwsi goście nie napotykali trudności z odnalezieniem uliczki, którą niewielu na co dzień dostrzega.

Wewnątrz można wziąć udział w nietypowej grze. O ile innego rodzaju zabawy, gry planszowe, fabularne, karciane, terenowe, nie są obce Polakom, tak „escape the room” – „ucieczka z pokoju” jeszcze nie zyskała równej popularności. Jest to w pewnym sensie wcielenie się w postać więźnia i pokonanie, przede wszystkim dzięki sprawności umysłu, postawionych przez organizatora przeszkód. Innymi słowy – to sprawdzian i rozrywka zarazem. Twórcą pierwszego tego typu pomieszczeń w Częstochowie jest Szymon Motyl, zajmujący się również malarstwem, grafiką czy instalacjami przestrzennymi, absolwent Instytutu Plastyki w Akademii im. Jana Długosza.

W zeszłym tygodniu swoich sił próbowali w obu pokojach pierwsi uciekinierzy. Naturalnie nie wszyscy goście radzą sobie równie dobrze. – Grupy przez godzinę mają za zadanie znaleźć różnego rodzaju szyfry, różnego rodzaju zagadki logiczne, muszą łączyć ze sobą przedmioty, muszą się komunikować – mówi Szymon Motyl. – Pięćdziesiąt procent graczy niestety nie wychodzi z tych pokoi.

To oznacza, że po upływie godziny drzwi zostają otwarte, a uczestnicy gry wypuszczeni. Jednocześnie twórca Domu Tajemnic zwraca uwagę, że porażka bynajmniej nie wywołuje goryczy. Goście reagują w podobny sposób. – Ludzie po prostu wychodzą rozbawieni, rozkrzyczani, rozemocjonowani. Chcą dyskutować – stwierdza.

Genezą powstania gier w rodzaju „escape the room” są gry komputerowe. Przeniesienie tych zabaw do rzeczywistości zmieniło ich naturę, bo wymusza współdziałanie kilku osób. Istotna jest spostrzegawczość, inteligencja, zręczność każdego z uczestników. Połączenie zdolności i wysiłków grupy pozwala osiągnąć cel, wolność, symbolizowaną przez otwarte drzwi. W międzyczasie może się nadto okazać, że nie jesteśmy wcale tacy, jacy w lustrze się widzimy.

Krzysztof Rygalik