Branża szkółkarska przeżywa kryzys

Fot. Youtube.com/MykaNews

Branża szkółkarska, podobnie jak wiele innych dziedzin przedsiębiorczości, zmaga się z dość istotnymi problemami spowodowanymi epidemią. Po dobrze zapowiadającym się początku sezonu nastał czas gwałtownego zahamowania sprzedaży i perspektywa bankructwa.

W czasie, gdy troska o ludzkie zdrowie spycha na drugi plan aspekty ekonomiczne i ekologiczne, szkółkarze starają się przetrwać na rynku, oczekując polepszenia sytuacji. Tak jest m.in. w gospodarstwie Szkółkarskim „Wróblewscy” w Borownie w gminie Mykanów.

– Niestety, problem z koronawirusem ma bardzo duży wpływ na branżę szkółkarską. Największy problem było widać, gdy pojawiły się pierwsze restrykcje. Wszystkie zamówienia hurtowe, które mieliśmy, zostały anulowane albo przeniesione na bliżej nieokreślony termin. Największym problemem jest to, że cały kryzys związany z koronawirusem pokrywa się z sezonem naszej największej sprzedaży – mówił Wojciech Wróblewski, prezes Związku Szkółkarzy Polskich.

Szkółkarstwo w ostatnim roku mierzy się z trudnościami. Wzrosły m.in. koszty pracy, środków produkcji, transportu, energii, utylizacji odpadów oraz obrotu. Mimo że obecna sytuacja w tej branży jest daleka do normalności, pojawiły się powody, by w przyszłość patrzeć z optymizmem:

– Optymistyczne jest to, że w ostatnich kilku dniach sytuacja trochę się poprawiła i klienci, którzy rezygnowali wcześniej z zamówień, bądź przekładali je na nieokreślony termin – wracają. Nie są to tak duże zamówienia, jak powinny być o tej porze, ale są. Daje nam to powiew optymizmu, ze spowolniona sprzedaż ruszy pełną parą – dodał prezes.

O ile nie ma problemów z dostępnością produktów szkółkarskich na rynku, takich jak sadzonki drzew, krzewów i innych roślin wieloletnich, to jeśli sytuacja szybko się nie poprawi, w niedalekiej przyszłości możliwy będzie wzrost ich cen.

BNO