Unia Leszno o krok od mistrzostwa

DSC03125

 

Na torze przy ul. Olsztyńskiej w Częstochowie trzynastokrotny Drużynowy Mistrz Polski na żużlu – Unia Leszno pewnie pokonała w pierwszym finałowym meczu Spartę Wrocław. Ośmiopunktowa zaliczka przed rewanżem w Lesznie sprawia, że tylko kataklizm mógłby przeszkodzić Bykom w zdobyciu złotych medali. Spotkanie dwu najlepszych drużyn sezonu obejrzała w Częstochowie trzynastotysięczna publiczność.

Mecz rangi finału żużlowej ekstraklasy częstochowska publiczność miała okazję obejrzeć na torze przy ul. Olsztyńskiej ostatnim razem dwanaście lat temu. Nastroje na trybunach były jednak wtedy zgoła inne. Częstochowskie Lwy w 2003 roku podejmowały w walce o złoto Toruńskie Anioły, a do zwycięstwa miejscowych zagrzewało 30 tys. gardeł. W tym roku na widowni nie zasiadła nawet połowa tej liczby, ale to i tak dużo, biorąc pod uwagę, że w tegorocznych rozgrywkach ligowych drużyna z Częstochowy nie startowała.

W rundzie zasadniczej Sparta pewnie wygrała mecz u siebie z Unią Leszno, a w półfinale play-offów odprawiła z kwitkiem tarnowską Unię, można było więc liczyć, że i w wielkim finale wysoko postawi poprzeczkę faworyzowanym Bykom. Wrocławianie mogli też liczyć na wsparcie publiczności, bo choć nie mogli rozegrać meczu u siebie na remontowanym domowym torze na Stadionie Olimpijskim, sympatia częstochowian była zdecydowanie po ich stronie.

Niestety, mecz od samego początku nie układał się po myśli wrocławian. Już w pierwszej odsłonie miało miejsce starcie dwóch wielkich wojowników współczesnego speedwaya. Przed taśmą startową ustawili się między innymi Tai Woffinden i Nicki Pedersen, obaj mający za sobą starty w biało-zielonych barwach i obaj mający na koncie tytuły Mistrza Świata. Lepszy w konfrontacji okazał się Duńczyk reprezentujący obecnie Unię Leszno, a że jeden punkt wywalczył też jego partner z pary – Tobiasz Musielak, biało niebiescy objęli prowadzenie.

W biegu nr 2 na tor wyjechał ulubieniec częstochowskiej publiczności – Maksym Drabik, idący w ślady swego ojca Sławomira – ikony Włókniarza. Doping kibiców poniósł młodego zawodnika do zwycięstwa, a że punkt do dorobku wrocławian dołożył też Damian Dródż, kolejny z zawodników mających częstochowskie korzenie, Sparta doprowadziła do remisu w meczu.

Trzecią odsłonę wygrali podwójnie Sajfutdinow i Przemysław Pawlicki i uzyskanej dzięki temu przewagi punktowej, jak się okazało – Unia Leszno nie oddała już do końca spotkania.

Sparta Betard miała trzech dobrze punktujących zawodników: Woffindena, Drabika i Macieja Janowskiego, fatalnie jednak wypadła druga linia. Zawiedli: Vaclav Milik, Tomasz Jędrzejak i Michael Jepsen Jensen. Leszczynianie dziur w składzie mieli zdecydowanie mniej, dzięki czemu to oni mogli cieszyć się z końcowego zwycięstwa. W pierwszym meczu finałowym sezonu 2015 Unia Leszno pokonała Spartę Wrocław 49-41 i ma w perspektywie rewanż na własnym obiekcie.

– Drużyna z Leszna była dziś bardzo szybka, a ja miałem trochę kłopotów ze swoimi motocyklami – mówił na pomeczowej konferencji prasowej Tai Woffinden. – Tor był dobrze przygotowany – dodał Anglik, który wypowiedział się w języku polskim.

O tym, że dobrą robotę wykonali toromistrze mówił też Nicki Pedersen, jeden z głównych twórców leszczyńskiego tryumfu.

– Cieszymy się z ośmiopunktowej zaliczki. Pamiętamy jednak, że jesteśmy w wielkim finale i tu wiele może się zdarzyć – dodał Duńczyk.

Przyznać trzeba, że do rangi zawodów dostosowała się częstochowska publiczność. Popularna „Szkocja” i meksykańska fala, przeplatane skandowaniem „Włókniarz, Włókniarz” udowodniły, że miłość do czarnego sportu w Częstochowie żyje i nie ma się co martwić o frekwencję, jeśli w przyszłym roku Biało-Zieloni powrócą do ligowej rywalizacji.

Tekst i foto: Adam Jakubczak