Gastronomia bez wsparcia Rządu?

Fot. Radio Fiat

Najpierw było bałtyckie i góralskie – teraz Jurajskie. Mowa o vecie lokalnych przedsiębiorców w Polsce, którzy w ramach protestów spowodowanych przedłużeniem lockdownu decydują się na otwieranie drzwi dla swoich klientów.

W ubiegłym tygodniu z tym faktem nie kryły się dwie częstochowskie restauracje, które w mediach społecznościowych dość głośno informowały o uruchomieniu działalności. W piątek 15 stycznia otwarto „Restaurację 68”, której właściciel Jacek Pawlikowski mówi o problemach, jakie napotkał tego dnia.

– Przyjechały panie z sanepidu w asyście ponad 20 policjantów. Na moje pytanie, dlaczego aż tylu, nie potrafiono odpowiedzieć. Będąc nauczony doświadczeniem, zawiozłem wcześniej na posterunek policji pismo, w którym powiadomiłem, że otwieram lokal, przyznaje się do wszystkiego i jestem chętny do współpracy. Poprosiłem też policjantów, żeby zadzwonili do mnie wcześniej, zanim przyjadą, bo może się tak stać, że będzie zbyt duże zagęszczenie ludzi. Policja z pomocą jakiejś pani, która była chyba prawnikiem, próbowała mi zaimputować, że nie mam racji i muszę ich wpuścić. Bardzo usilnie chcieli legitymować moich gości, czego oni sobie nie życzyli. Panie z sanepidu przeprowadziły dwie kontrole: jedna dotyczyła łamania rozporządzenia ministra ws. zakazu działalności, a druga – rutynowej kontroli na temat sposobu i okoliczności sporządzania posiłków w moim lokalu.

W sobotę 16 stycznia otwarto drugą restaurację w Częstochowie, jaką jest „Złoty Garniec”. Tam według zapewnień właściciela Grzegorza Ciemiengi, otwarcie przebiegało bez większych problemów. Jak zaznacza restaurator, uruchomienie lokalu zostało podyktowane m.in. zapotrzebowaniem klientów na ten rodzaj usługi.

– Odzew i zainteresowanie ze strony społeczeństwa było bardzo duże. Wnioskuję z tego, że ludziom też jest potrzebne oderwanie się od tej rzeczywistości, która nas otacza. Jesteśmy przygotowani według procedur zalecanych przez sanepid. Obowiązuje nakaz noszenia maseczek i dezynfekcja rąk. Powołaliśmy zespół w restauracji, który opracował specjalne procedury COVIDowe. Jest to mycie powierzchni płaskich, klamek i dezynfekcja, więc przygotowaliśmy się dobrze. Wydaje mi się, że spełniamy wszelkie normy narzucone przez sanepid – tłumaczył właściciel restauracji.

Niestety, samozwańcze otwarcie restauracji (jak nazywają to niektórzy) będzie niosło konsekwencje dla właścicieli tych biznesów. W poniedziałek, 18 stycznia wicerzecznik PiS Radosław Fogiel powiedział, że przedsiębiorcy, którzy zdecydują się na otwarcie biznesu mimo restrykcji, nie będą mogli ubiegać się o rządowe wsparcie. Chodzi tu m.in. o pieniądze z Tarczy Finansowej 2.0. Radosław Fogiel podkreślał, że restrykcje są konieczne w walce z epidemią koronawirusa.

– Nikt nie wprowadza obostrzeń ot tak sobie, tylko po to, by utrudnić komuś życie. Gdyby to było możliwe ze względów zdrowotnych, to już jutro wszyscy by te obostrzenia bardzo chętnie znieśli. Na razie walczymy o zdrowie i życie Polaków, mamy sytuację epidemiczną. Jest to podstawowy i jedyny priorytet w tej sytuacji – skomentował Radosław Fogiel, wicerzecznik PiS-u.

Decyzja restauratorów wydaje się słuszna, tym bardziej że np. sklepy wielkopowierzchniowe funkcjonują w tradycyjny sposób. Działania otwierających się restauratorów popiera i rozumie jeden z częstochowskich przedsiębiorców. Jak mówił – ciężko jest nie pracować, gdy przez pandemię ceny szybują w górę.

– Wszyscy krzyczą w dobie pandemii, że większość cen idzie w górę, oprócz zarobków. Ludzie tracą pracę i dochody. Handluję na ryneczku całymi dniami i nie jestem w stanie zarobić na czynsz, ale mimo to podwyżki są – mówił częstochowski sprzedawca.

Z Tarczy Finansowej PFR 2.0 ma trafić 35 mld zł na wsparcie dla mikro, małych i średnich oraz dużych firm. Środki trafią do niemal 40 branż dotkniętych kryzysem, w tym branży hotelarskiej, gastronomicznej oraz fitness.

BNO