fot. Radio Fiat

Nie tak dawno informowaliśmy o niezwykle bulwersujących zdarzeniach, jakie miały miejsce przy ul. Bieszczadzkiej w Częstochowie. Nieznani sprawcy dwukrotnie sprofanowali przydrożny krzyż, łamiąc go i niszcząc. Okoliczni mieszkańcy najpierw dokonywali prowizorycznych naprawy krzyża, a w szybkim tempie dzięki darowiznom udało się postawić nowy, solidniejszy krzyż. Jego poświęcenia w poniedziałek 14 września dokonał abp Wacław Depo, metropolita częstochowski.

Chrystus nie tylko głosi prawdę, ale On sam nią jest. On jest prawdą, drogą i życiem, ale nie zawsze będzie się spotykać z dobrą odpowiedzią. Sprofanowanie poprzedniego krzyża wyzwoliło w nas pragnienie, aby wbrew porządkowi tego świata i przemądrzałości niektórych ludzi, szybko go odbudować. Dzięki krzyżowi nasze życie pomimo śmierci i przemijania ma sens – mówił abp Wacław Depo, metropolita częstochowski.

23 sierpnia po Mszy św. o godz. 12 w kościele parafialnym św. Jana Sarkandra odprawione zostało nabożeństwo ekspiacyjne przed Najświętszym Sakramentem, za grzech profanacji krzyża świętego. Zaangażowany w sprawę odnowienia krzyża, organizacji zbiórki i wykrycia sprawców profanacji był od samego początku częstochowski radny Porozumienia Paweł Ruksza.

– To jest ogromna radość, że możemy być świadkami poświęcenia odnowionego krzyża, który jest zrobiony w taki sposób, aby być odporny na wszelkie akty wandalizmu. Pracujemy też nad tym, aby zamontować tu monitoring i jeszcze bardziej zabezpieczyć to miejsce. Najbardziej cieszy fakt, że ta sprawa zjednoczyła ludzi, którzy najpierw naprawiali krzyż, a później doprowadzili do tego, że stanął nowy, solidniejszy – mówił radny Paweł Ruksza.

Krzyż stojący przy ul. Bieszczadzkiej ma bardzo bogatą historię, którą w opracowaniu Aleksandra Gąsiorskiego można przeczytać poniżej:

Historia drewnianego Krzyż na obrzeżu „Parku Lisiniec” nad jeziorem „Bałtyk” w Częstochowie

Przed II wojną światową, w niewielkim budynku (dziś już nie istniejącym) przy ul. Królowej Jadwigi 129 (dziś ul. Św. Jadwigi) mieszkała rodzina Plucińskich, złożona z ojca Bolesława (ur. 1865 r.) , matki Matyldy z Wajrychów (ur. 1866 r.), trzech niezamężnych córek: Władysławy (ur. 1891 r.) pracownicy apteki, Zofii (ur. 1897 r.) urzędniczki i Weroniki (ur. 1899 r.) nauczycielki oraz najmłodszego syna Bolesława. Uzdolnieni muzycznie, obaj Bolesławowie Plucińscy byli podporami Chóru Jasnogórskiego. W dniu 8 kwietnia 1937 roku, w wieku siedemdziesięciu dwóch lat, umarł ojciec Bolesław Pluciński i został pochowany na Cmentarzu Św. Rocha w Częstochowie. Po śmierci ojca najmłodszy syn wyjechał do Warszawy a w domu zostały cztery kobiety Plucińskie, matka i trzy córki.

Od początku niemieckiej okupacji Plucińskie udzielały schronienia ściganym przez gestapo przedwojennej inteligencji i działaczom politycznym. Ich dom stał się wkrótce lokalem kontaktowym i schronieniem dla członków Narodowej Organizacji Wojskowej Okręgu Częstochowskiego (NOW OCz). W mieście Częstochowie NOW OCz prowadziła działalność wywiadowczą, rozpoznawała funkcjonariuszy hitlerowskich i konfidentów, utrzymywała system łączności, drukowała oraz kolportowała prasę podziemną. Prowadziła również akcje sabotażowo-dywersyjne oraz w celach samoobrony, organizowała pomoc dla Żydów. W dniu 15 marca 1942 roku w Częstochowie na Rynku Wieluńskim, w trakcie odprawy Narodowej Organizacji Wojskowej Okręgu Częstochowskiego, doszło do gwałtownej strzelaniny między zebranymi i ich osłoną a gestapo. Tylko ciężko rannemu w płuca prowadzącemu odprawę pięćdziesięciolatkowi Sewerynowi Marciniakowi pseudonim „Jarża”, udało się uciec i dotrzeć opłotkami do znanego mu lokalu kontaktowego przy ul. Św. Jadwigi 129, gdzie zmarł po krótkim czasie, pozbawiony szpitalnej opieki lekarskiej. Pochowany został w ogródku posesji pod klombem. W domu tym przebywali również żołnierze oddziału ks. Feliksa Kowalika pseudonim „Zagłoba”, chorzy lub kontuzjowani w walkach z Niemcami a lekarstwa pochodziły z placówek NOW OCz funkcjonujących we wszystkich oficjalnie działających szpitalach w Częstochowie. Panie Plucińskie utrzymywały stały kontakt z Klasztorem Jasnogórskim otrzymując tam wsparcie moralne i materialne.

W domu przy ul. Św. Jadwigi 129 okresowo funkcjonowała radiostacja Narodowej Organizacji Wojskowej Okręgu Częstochowskiego, prowadząc zaszyfrowaną łączność. Meldunki oraz otrzymane polecenia szyfrowała i rozszyfrowywała, stosując szyfr książkowy Matylda Plucińska (matka). Ze względu na krążące po mieście i okolicach niemieckie patrole goniometryczne, radiostacja często zmieniała miejsce nadawania. Panie Plucińskie uczestniczyły w akcji legalizacyjnej, roznosząc w mieście nowe, lewe dokumenty do osób potrzebujących.

Prawdopodobnie od 1942 roku w domu pań Plucińskich uruchomiono tajną drukarnię oraz przygotowalnię druku. Prowadzony był również nasłuch radiowy. Matka wraz z córkami uczestniczyły także w pracach redakcyjnych, powielały, pomagały składać numery pisma i prowadziły kolportaż podziemnego tygodnika „Alarm” i innych pism nielegalnych. Kolportaż prowadzono również w Sanktuarium Jasnogórskim a pisma odbierał przeor, ojciec Norbert Motylewski oraz ojciec Polikarp Sawicki (kapelan Armii Krajowej) i autor niektórych drukowanych tekstów.

Niemcy przeprowadzili obławę na nielegalne ubojnie mięsa w nocy z 23 na 24 września 1943 roku. Prowadząc obławę, prowadzili rewizje po kolei we wszystkich domach na ul. Św. Jadwigi. W domu Plucińskich w trakcie pobieżnej rewizji natrafiono na ślady tajnej drukarni. Po szczegółowej rewizji, w ręce Niemców wpadł dość bogaty łup: powielacz, maszyna do pisania, matryce i nie wykorzystane materiały redakcyjne. Po dokładnym przeszukaniu otoczenie domu odkryli płytko zakopane zwłoki „Jarży” i zakopane słoje z zaszyfrowanymi materiałami. Po wywiezieniu mieszkanek urządzili w domu nieskuteczny „kocioł”, trwający kilka tygodni.  

Aresztowane panie Plucińskie zostały przewiezione do siedziby częstochowskiego gestapo przy ul. Kilińskiego 10, gdzie zostały poddane brutalnym przesłuchaniom. Dzięki bohaterskiej postawie tych kobiet, okupantowi nie udało się złamać odnalezionych przez okupanta szyfrów. Na wskutek trwających brutalnych przesłuchań najstarsza 77-letnia Matylda Plucińska (matka) zmarła krótko po zatrzymaniu, jej córki zesłano 2 października 1943 roku do niemieckiego obozu K.L. Auschwitz, gdzie otrzymały numery kolejne obozowe: Zofia – 63888, Władysława – 63889, Weronika – 63890. Według danych niemieckich: Zofia zmarła 26 grudnia 1943 roku, Władysława zmarła 22 listopada 1943 roku, Weronika zmarła 1 grudnia 1943 roku.  

Tuż po wojnie, ludzie mieszkający w okolicy, postawili bezpośrednio przed ich domem od strony ulicy Św. Jadwigi 129 na pamiątkę ich walki o Polskę w najtrudniejszych warunkach okupacji niemieckiej i męczeńskiej śmierci za Ojczyznę postawić duży drewniany Krzyż. Krzyż ten przed ich posesją stał długie lata aż drewno zgniło przy ziemi. Ulica Św. Jadwigi została w latach pięćdziesiątych poszerzona i wyasfaltowana, stając się jedną z czołowych arterii miasta. W czasach walki władz PRL z kościołem, nocą pamiątkowy Krzyż został przez władze przeniesiony w miejsce mało widoczne, nad jezioro „Bałtyk”, gdzie został skrócony o przegniłą dolną część i ponownie wkopany. Wykonany ze słabego drewna, nie zabezpieczony podmurówką od dołu, Krzyż ten, po kilku latach, u podstawy znowu przegnił. Parafianie, prowadzonej przez Pallotynów rzymskokatolickiej parafii i sanktuarium „Miłosierdzia Bożego” (Częstochowa ul. Księdza Augustyna Kordeckiego 49) znając działalność i bohaterską śmierć za Ojczyznę kobiet z rodziny Plucińskich, postanowili w miejsce starego wznieść uroczyście nowy Krzyż, z odpowiednim zabezpieczeniem od dołu przed gniciem, otaczając miejsce jego posadowienia metalowym płotkiem

W ramach obchodów Dnia Polskiego Państwa Podziemnego oraz 74. rocznicy utworzenia Szarych Szeregów, w dniu 27  września 2013 roku, przed płotem domu przy ul. Św. Jadwigi 129, odsłonięty został pomnik z tablicą upamiętniającą działającą w tym miejscu, w okresie okupacji niemieckiej konspiracyjną drukarnię, oraz kobiety z rodziny Plucińskich, które oddały życie za wolną Ojczyznę. Firma kamieniarska P.P.H.U. Ant-Mar wykonała i posadowiła pomnik upamiętniający działalność tajnej drukarni działającej na terenie miasta Częstochowy. Na bryle z piaskowca z okolic Przedborza położono biały kwarcyt z wyrytą informacją na temat bohaterskiej działalności pań Plucińskich. Tablicę poświecił kapelan Hufca ZHP w Częstochowie ks. Grzegorz Paszka, a tło historyczne przybliżył Juliusz Sętowski z Ośrodka Dokumentacji Dziejów Częstochowy. Jednak ani w czasie uroczystego odsłonięcia pomnika ani w informacjach prasowych nie wspomniano o dziejach Krzyża, który przez lata znajdował się prawie w tym samym miejscu co pomnik z tablicą.

Krzyż stojący na obrzeżu „Parku Lisiniec” mający przypominać kobiety oddające swoje życie walcząc z niemieckim okupantem o wolna Ojczyznę, zniszczony (połamany) został w nocy z 13 na 14 sierpnia 2020 roku. Prowizorycznie postawiony ponownie przez dwóch mężczyzn, został po 2 dniach znowu zerwany i wyrzucony w pobliskie krzaki. Erygowana w 1997 roku rzymskokatolicka parafia Świętego Jana Sarkandra KM, (ul. Cegielniana 7/11) przejęła w opiekę teren „Parku Lisiniec” w Częstochowie. Ksiądz proboszcz parafii przystąpił do odtworzenia Krzyża i uroczystym ponownym umieszczeniu Go w starym miejscu, co przewidywane jest na 14 września 2020 roku.

Oprac. dr inż. Aleksander Gąsiorski