Przykrą wiadomość w czwartek, 12 czerwca przekazał Michał Świącik, prezes Krono-Plast Włókniarza Częstochowa. W wieku 83 lat zmarł Józef Jarmuła, świetny przed laty żużlowiec. Józef Jarmuła rozpoczynał swoją karierę w barwach Śląska Świętochłowice. Bronił barw tego klubu w latach 1966-1972. Najpierw prezentował skuteczną postawę na poziomie drugoligowym, a później jeździł również w najwyższej klasie rozgrywkowej. Przed sezonem 1974 trafił do Włókniarza Częstochowa.
Michał Świącik, prezes Krono-Plast Włókniarza Częstochowa, wspomniał jakim człowiekiem oraz sportowcem był Józef Jarmuła:
– Józef Jarmuła, postać nietuzinkowa, rycerz żużlowych czasów Włókniarza lat 70., i lat 80.,. Postać doceniana przez swoją brawurę, przez swoje podejście do Speedwaya, przez swoje podejście do życia, przez całe środowisko żużlowe w Polsce. Na torze szaleniec, na torze wyczyniał rzeczy nieprawdopodobne. Tomek Gollob, Tony Rickardsson, wszyscy ci zawodnicy mówili, że to jest gość, który po prostu robił w tamtych latach takie rzeczy na torze, że wyprzedził epokę. On potrafił pojechać po bandzie na łuku, żeby kogoś wyprzedzić. Praktycznie motocykl stawiał poziomo na tej bandzie, żeby tylko siłą odśrodkową kogoś wyprzedzić. Zanim trafił do żużla, był komandosem, gość, który podjeżdżając po taśmę potrafił wcześniej się zatrzymać, gestykulować, pozdrawiać kibiców. Coś, co dzisiaj jest niespotykane. Porywało to tłumy. Ostatnie spotkanie w Częstochowie, kiedy był w hotelu Arche spotkał się z kibicami, pokazało to jaką cieszy się popularnością ponieważ przyszły tumy. Pamiętam taką rozmowę też z danym polskim żużlowcemm Romanem Jankowskim, który powiedział mi, że jak był młodym chłopakiem i do Leszna przyjeżdżał Włókniarz i było wiadomo, że przyjeżdżał z Włókniarzem Jarmuła, to gwarantował, że na samego Józka Jarmułę przychodziło dwa tysiące, trzy tysiące więcej osób, bo wiedziano, że będzie się coś działo na torze. To był Józek Jarmuła. Każdy wiedział po prostu, że on przerósł epokę, jego styl jazdy, przegrany start, ale wygrany za każdym razem bieg. To było coś niesamowitego, coś, co nie mieściło się w głowie.
O sukcesach Józefa Jarmuły w częstochowskich Lwach mówi Michał Świącik:
– Był z Włókniarzem w latach, kiedy zdobywaliśmy tytuł drużynowego mistrza Polski. On, wbrew pozorom, był takim rzemieślnikiem na torze, zawsze był takim zawodnikiem, który wnosił bardzo dużo do tego zespołu. Często drużyna wygrywała dzięki jego, takiej jeździe, gdzie nie każdy mógł te punkty wyrywać, a ten Józek pojechał na tym ciężkim torze, tam, gdzie inni się bali i te punkty wyrywał. Ale też trzeba powiedzieć jedną rzecz przerósł epokę, za wcześnie się urodził i ówcześni sędziowie często go karali, za tę brawurę.
Mirosław Ziębaczewski, były prezes CKM Włókniarz Stowarzyszenie podkreślił, że były żużlowiec nigdy nie zostawiał kibiców „na lodzie”:
– Wniósł taki inny styl. Poza tym samo zachowanie jego, kwestia wypowiedzi nigdy nie odmawiał kibicom autografów. Zawsze rozmawiał. Czasami to było tak, że przed zawodami kierownik drużyny czy dyrektor popędzał go, „Józek kończ te rozmowy, kończ te autografy, bo się musisz przebierać, zaraz będziesz jeździł”. Także po prostu ludzie go lubili i to było widać i dawało to wyraźnie, kiedy właśnie już po skończeniu kariery, jak czasami pokazowo jeździł na motocyklu, w wieku jeszcze siedemdziesięciu paru lat po prostu jeździł na motocyklu i to jeździł pełne 4 okrążenia. Tak w swoim tym właśnie stylu z siodełkiem, z nogą wyciągniętą do góry, z taką agresywną, fajną jazdą, ale bawił publiczność, nie tylko w Częstochowie, bo był zapraszany na różne tory, na różne imprezy, także ludzie pamiętali o nim, myślę, że ta pamięć będzie cały czas.
W Częstochowie jeździł do 1981 roku. Wówczas został też zawieszony na dwa lata przez zarząd klubu za niestawienie się na meczu w Lesznie. W sezonach 1984-1985 ponownie ścigał się w barwach Śląska Świętochłowice, po czym zakończył karierę.
Źródło fot. Natanael Brewczyński
