Mój przyjacielu, byłeś nam naprawdę bliski…

Fot. PAP/Grzegorz Michałowski

O ile zapisane piosenki na zawsze z nami pozostaną, o tyle spotkania z nim już nie doświadczymy… W Poniedziałek Wielkanocny 5 kwietnia odszedł Krzysztof Krawczyk – zdaniem wielu jeden z najwspanialszych artystów na świecie. Tej postaci nie trzeba chyba nikomu przedstawiać.

Znali go ludzie każdego pokolenia. Polski Elvis Presley, który swoją karierę rozpoczął jako wokalista zespołu „Trubadurzy” pod koniec lat 60. Pośród wielu jego utworów, dziś możemy zaśpiewać jeden z nich – „To, co dał nam świat, niespodzianie zabrał los” – cytował senior bp Antonii Długosz, wieloletni przyjaciel artysty.

– Krzysztof był pogodzony z Wolą Bożą. Mówił, że nie trzeba się spieszyć do Pana Boga i niech wszystko się dzieje według Jego woli. Był jednak przygotowany na to. Podziwiałem go, szczególnie gdy w ostatnich latach bardzo cierpiał. Mimo to potrafił zachować pogodę ducha. Znałem się z nim 15 lat, a znajomość tę zainicjował ks. Stanisław Jasionek, który uczestniczył w pogrzebie matki Krzysztofa, pięć lat wcześniej przed pierwszym naszym wspólnym spotkaniem. Tak się złożyło, że jego manager Andrzej Kosmala chciał, byśmy razem zaśpiewali piosenkę, do której stworzenia zainspirowała go Lidia Lasota, prowadząca przez 20 lat program dla dzieci i młodzieży „Ziarno”. W ten sposób narodziła się znajomość. Od tej pory wspólnie z ks. Jasionkiem odwiedzaliśmy go z okazji imienin, urodzin oraz rocznicy ślubu – wspominał bp Antonii Długosz.

Zdaniem bp. Antoniego Długosza, Krzysztof Krawczyk zostawił nam katechezę swojego życia, które było pełne wzlotów i upadków. Udowodnił nam, że człowiek nigdy nie jest w sytuacji przegranej, nawet gdy próbujemy odwrócić się od Boga.

– Jako nastolatek był bardzo związany z ojcem, śpiewakiem operowym. Uważał, że świat się zawali, ponieważ ojciec, będący podstawą jego bytu, odszedł. Ten bunt został zmieniony dopiero po 20 latach, kiedy to stwierdził, że czas ten był straconym okresem życia. Dzięki tym doświadczeniom zdał sobie sprawę, że bez Boga nie spełniał w życiu swojej misji piosenkarza, ojca i męża. Kiedy doszło do nawrócenia, chciał nadrobić ten czas, stąd też jego oddanie nie tylko swojej rodzinie, ale też tym, którzy byli w potrzebie. Był człowiekiem szalenie pogodnym i przyciągającym innych. Zarzucano mu później, że zbyt mocno przyznawał się do swojej wiary, ale on chciał nadrobić tylko ten stracony czas – dodał bp Długosz.

Wspólnym dziełem bp. Antoniego Długosza i śp. Krzysztofa Krawczyka jest utwór „Europo nie możesz żyć bez Boga”, czyli singiel z płyty pod tym samym tytułem wydany w 2012 roku.

BNO