Narodowy Dzień Zwycięstwa

Pomnik/Foto. Radio Fiat

Siedemdziesiąt sześć lat temu zakończył się największy konflikt w historii ludzkości, a przynajmniej jego europejski teatr. Mowa o II Wojnie Światowej, która pochłonęła łącznie ponad sześćdziesiąt milionów ofiar – żołnierzy oraz cywili. Ostatecznie jednak udało się zwyciężyć faszystowskie państwa Osi i dziwi jedynie fakt, że w Polsce – piątej co do wielkości armii Sprzymierzonych – nie obchodzi się Dnia Zwycięstwa tak, jak w reszcie Europy i Stanach Zjednoczonych.

Dzień zwycięstwa nad faszyzmem na Zachodzie obchodzi się zwyczajowo 8 maja, natomiast Rosjanie – dla których nie było II Wojny Światowej, a jedynie Wielka Wojna Ojczyźniana – świętują pokonanie III Rzeszy 9 maja. Skąd wzięła się taka rozbieżność? Zapytaliśmy o to historyka dr Mariusza Grzyba z Muzeum Częstochowskiego, który przybliżył realia wojenne. Rosja Sowiecka, konkretnie Stalin, nie byli w stanie przyjąć do wiadomości, że bezwarunkowy akt kapitulacji podpisano z inicjatywy Państw Zachodnich, dlatego też zażądał osobnego aktu, tylko dla swojego państwa. Taki podpisano 8 maja około godziny 22:30, jednak z powodu różnicy czasu w Moskwie było już po północy.

Święto Zwycięstwa to trochę zapomniana przez Polaków data, co jest o tyle dziwne, że to właśnie nasz kraj, obok ZSRS, najbardziej ucierpiał w czasie wojny. Jak podają statystyki, aż szesnaście procent całej populacji Polski zostało zamordowane. W liczbach bezwzględnych plasujemy się na niechlubnym trzecim miejscu, za ZSRS i Chinami (krajami o wiele większymi od nas)! Czy więc Polska delegacja uczestniczyła w którymś z podpisywanych aktów? Okazuje się, że nie. Nie uczestniczyliśmy ani przy spotkaniu ze Sprzymierzonymi, ani w specjalnym akcie dla Stalina.

Skoro więc Polacy zostali całkowicie zignorowani z trakcie rozmów kapitulacyjnych, czy w ogóle powinniśmy świętować Dzień Zwycięstwa? Niezależnie 8 czy 9 maja. Według historyka nie powinniśmy przykładać zbyt wielkiej wartości do obu tych dat, ponieważ koniec IIWŚ oznaczał dla nas przejście pod kontrolę Sowietów, którzy trzymali nas w niewoli prawie pół wieku.

Ciekawostką historyczną jest to, że na pierwszą paradę zwycięstwa, zorganizowaną przez zachodnich Sprzymierzonych nie została zaproszona żadna polska jednostka, czy dywizja. Zaproszenie oraz czynny udział Polacy odbyli jednak na paradzie zwycięstwa przygotowanej w… Moskwie.