DJ HAEM – harmonogram na życie

_DSC1681a

fot. Marcin Szpądrowski

Występujesz pod pseudonimem.
– Muszę występować pod pseudonimem. W tym świecie artyści w zasadzie muszą przybierać pseudonimy. Jeżeli nazwisko jest skomplikowane, to ciężko je zapamiętać.
Skąd Twój pseudonim?
– To jest bardzo długa historia. Ma swoje początki w czasach, kiedy dużo malowałem. To był mój podpis, krótki pseudonim, który zawsze zostawiałem na swoich pracach.Uznałem, że te cztery litery będą tak jakoś fajnie wyglądać. Nie ma to jakiejś głębszej historii… Kiedyś ludzie się ze mnie śmiali, że jestem taki uporządkowany i wszystko sobie zapisuje. Zaczęli na mnie mówić harmonogram, nawet mi się to spodobało. Zostawiłem sobie pierwszą i ostatnią literę i powstało „ha” i „em”. Do dzisiaj staram się mieć wszystko poukładane, pozapisywane, tak by o nikim nie zapomnieć.
Jesteś stąd.
– Tak, urodziłem się wprawdzie w Opolu, ale cała rodzina pochodzi z Częstochowy.
Mama się tu urodziła i spędziłem tu naprawdę sporo czasu. Obecnie pomieszkuję tak pół na pół, połowę w Poznaniu, połowę w Częstochowie.
Jako młody, utalentowany i z Częstochowy znalazłeś się na jednym ze zdjęć w kalendarzu Stowarzyszenia Przyjaciół Gaude Mater.
– Tak, w lutym. Wybrałem ten miesiąc, ponieważ akurat mam urodziny, a po drugie to najkrótszy miesiąc. Uznałem, iż moja moja twarz powinna wisieć najkrócej (śmiech). Chyba jako jedyny w muzycznym kalendarzu nie mam stricte muzycznego wykształcenia, a plastyczne. Chodziłem do „Plastyka”, potem trochę na AJD, a później musiałem zdecydować, czy robię karierę, czy karierę naukową i… wybrałem karierę. Musiałem wybrać, czy chcę zaliczać sesję na uczelni, czy grać trasę koncertową. Serce mi podpowiedziało wybór.
Zawsze słuchasz się serca?
– Staram się wszystko równoważyć. Chcę się później czuć spełniony, a nie się samemu
oszukiwać i wprowadzać w miejsce, w którym nie chciałem być.
Czyli serce, a nie rozum?
– Tak, serce i szczypta rozumu dopiero później. W gruncie rzeczy to się opłaca. To był dobry wybór.
A sztuki plastyczne gdzieś w Twoim życiu zostały?
– Hobbystycznie sobie od czasu do czasu jakieś malarstwo popełnię, coś sobie ulepię, wyrzeźbię. Staram się nie odkładać tego na półkę. Choć rodzice starali się skutecznie odciągnąć mnie od muzyki.
Jak to skutecznie, przecież im się nie udało?
– Chyba jednak nieskutecznie (śmiech). Wiedzieli co się za tym kryje, to nie jest łatwy los. Los artystów plastyków też nie jest łatwy.
Co robiłeś w Opolu?
– Spędziłem tam najmłodsze lata swojego życia. Zaliczyłem tam przedszkole i trochę szkoły podstawowej.
A co robisz w Poznaniu?
– Poznań miasto doznań, tak się reklamuje. Dużo się tam dzieje. Jest duży ruch studencki, jest dużo imprez, koncertów. Poznaniacy nie boją się inwestować w kulturę, wiedzą, że jest to jeden z ważniejszych obszarów w życiu człowieka. Jak nie ma kultury, to jest słabo. Natomiast to miasto nie jest do końca związane z moją pracą. Co tydzień jestem w innym miejscu, gram tu i tam, 2-3 koncerty w tygodniu. Taka specyfika tej pracy, cały czas trzeba się przemieszczać, ale lubię to. W Częstochowie rzadko gram, raz do roku, może dwa. Najczęściej jestem w Krakowie, we Wrocławiu. Tam występujemy po kilka razy w tygodniu. Objeżdżamy praktycznie całą Polskę, rocznie mamy około 90 koncertów.

My, czyli kto?

– Czyli ja, O.S.T.R., z którym współpracuje już od kilkunastu lat. Jestem osobą, która jest odpowiedzialna za muzykę na jego koncertach. Odpowiadam za tzw. zaplecze i otoczkę. Lubię być trochę w cieniu. Czasem jest nawet tak, ze jeśli w jakiś weekend nie gramy koncertu to i tak staram się gdzieś jechać, nie umiem siedzieć w domu. Przyzwyczaiłem się, że każdy weekend spędzam gdzie indziej.

Co rodzina na to?
– Wszyscy mnie wspierają. Akurat u mnie w rodzinie kultywowane są tradycje podróżnicze,
wszyscy jeżdżą, przeprowadzają się z miasta do miasta. Nikt się temu specjalnie nie dziwi. Dla mnie przejechanie tych 400, czy 500 kilometrów nie jest żadnym problemem.
Jakie masz marzenia?
– Moim marzeniem jest to, aby było tak jak jest. Abym był zdrowy, aby wszystkim w moim otoczeniu też było dobrze. Jestem takim człowiekiem, który stara się każdemu dobrze życzyć.
Ludzie są ważni w twoim życiu?
– Jasne, że tak. Od ludzi w moim życiu bardzo dużo zależy. Jest parę osób, którym w swoim życiu szczególnie dużo zawdzięczam. Od każdego, kogo poznałem, starałem się wyciągnąć jakiś kawałeczek i przerobić na swoje.
Pomagasz innym młodym zdolnym?
– Oczywiście, że tak. Młodym adeptom sztuki DJ-skiej służę radą. Mam też kilku takich
swoich uczniów, którym udzielam lekcji, czasem odpłatnie, czasem nieodpłatnie. To zależy od tego, jakie są warunki. Zawsze chętnie pomagam.

Rozmawiała Ola Mieczyńska