Amatorska Grupa Teatralna w spektaklu o śmierci

Wielki Post to czas, by przypomnieć sobie, że jesteśmy śmiertelni. Śmierć i umieranie wyrugowaliśmy z naszej przestrzeni. Co więcej, nie myślimy o tym, co dalej. A przecież jako chrześcijanie wierzymy, że po śmierci naszego ciała żyjemy dalej – w lepszym świecie.

Spektakl pt. „Jakie życie takie zmartwychwstanie” w wykonaniu Amatorskiej Grupy Teatralnej przypomniał o tej prawdzie. W niedzielę 26 marca, w parafii pw. św. Stanisława BM po wieczornej Mszy św. kościół zapełnił się wiernymi w każdym wieku – od najmłodszych do najstarszych. W sugestywnej scenografii i dyskretnym oświetleniu wiersze wybrzmiały z wielką siłą.

Przedstawienie wzbudziło wielkie emocje wśród publiczności, wiele osób miało łzy w oczach. Młodzi aktorzy też przeżywali treść utworów, które prezentowali. Mówi Monika Hobot, reżyser spektaklu:

– Podczas prób czuliśmy silne emocje. To była uczta refleksyjna, dla nas wszystkich: aktorów, dla mnie, dla ks. Jacka. Te teksty są nam bliskie, zwłaszcza jeden – utwór przyjaciela ks. Jacka, który napisał wiersz o śmierci i wkrótce po tym zginął. To dowodzi, że śmierć przychodzi jak przymrozek na wiosnę i nikt się jej nie spodziewa. O tym był ten spektakl – chcieliśmy przypomnieć ludziom o tym, że jesteśmy tu tylko na chwilę, a tak naprawdę czeka nas lepsze, fajniejsze życie po śmierci.

W przedstawieniu zaprezentowano utwory, które dotąd nie kojarzyły się z przestrzenią kościoła:

– Specjalnie tak zrobiłem – mówi autor scenariusza, ks. Jacek Michalewski. – Nie chciałem, żeby wszystko było związane z tekstami religijnymi. Słuchając czy czytając twórczość, widzimy, że to są pytania ludzi, którzy przeżywają jakieś trudności i o tym chcą powiedzieć. Ludzie często nie związani z Kościołem zadają pytania w piosence czy w poezji.. Jeśli oni zadają pytania, ja mogę ich przedstawić, pokazać ich i jednocześnie dać im odpowiedź poprzez Słowo Boże.

Piosenki zaaranżował na potrzeby spektaklu Marcin Kupczyk, który zwraca uwagę, że w kulturze popularnej są obecne ważne treści:

– Jak się okazuje, piosenki z showbiznesu możemy przełożyć na realia duchowe, kościelne. Treści tych utworów są uniwersalne. Zresztą, znając historię chociażby Ryszarda Riedla, tam naprawdę jest dużo odwołań do Pana Boga. Dlatego nie było trudne znalezienie i włączenie tych piosenek do scenariusza. Okres przygotowania spektaklu to były dla nas w pewnym sensie rekolekcje.

Widoczne było wielkie zaangażowanie aktorów. Czym dla nich był udział w spektaklu, mówi Joanna Łuczak:

– To była przede wszystkim wielka radość, bardzo zżyliśmy się ze sobą. Próby odbywały się także w okresie Wielkiego Postu, więc staraliśmy się jak najlepiej oddać ducha przedstawienia. Czujemy radość też dlatego, że mogliśmy na chwałę Panu coś takiego stworzyć i zaśpiewać.

Koniec spektaklu wymownie przypomniał o nadziei i zmartwychwstaniu. Publiczność brawami na stojąco podziękowała artystom za wspaniałe wrażenia. Jest szansa, że więcej osób będzie mogło obejrzeć przedstawienie – autorzy mają nadzieję na wystawienie sztuki także w innej parafii.

AD