Czarne chmury nad AZS

Czarne chmury zawisły nad częstochowskim AZS. Klub od dłuższego czasu zmaga się z problemami finansowymi, a jego przedstawiciele deklarują, że funkcjonują w ciągłej niepewności i braku stabilizacji. Wpływa to negatywnie na aspekt sportowy przed zbliżającym się sezonem i martwi kibiców biało – zielonych. Na zorganizowanej w piątkowe południe konferencji w siedzibie klubu przedstawiono aktualną sytuację, uwzględniając także czynniki, które do niej doprowadziły. Przedstawiciele AZS nie ukrywali żalu wobec władz miasta, które deklarowało wsparcie, ale nie poszły za tym żadne konkrety. – Mimo zapewnień, że  600 tys. zł. zostanie przekazane do klubu w ramach poprzednich ustaleń, do tego nie doszło. Nie mamy pretensji, że została rozwiązana z nami umowa ale o to, że nie było woli pomocy dla AZS. Nie chcieliśmy uzależniać funkcjonowania klubu wyłącznie od funduszy miejskich, pomimo faktu, że występowały one w planie budżetowym miasta, a my mogliśmy wliczać je do naszych planów budżetowych, które zakładały dopięcie budżetu. Chodziło tez o plany, które opiewały na wygranie ligi, a nawet awans. Wierzyliśmy, że włodarzom miasta zależy na tym, żeby klub wrócił do Plus Ligi oraz w to, że pieniądze zostaną przekazane AZS – mówił wiceprezes klubu Mateusz Czaja.

Prezes AZS Kamil Filipski podkreśla, że brak wsparcia ze strony magistratu znacznie skomplikował sytuację organizacyjną klubu. Nie ukrywa też, że gdyby nie ta sytuacja, klub byłby dzisiaj w innym miejscu. – Być może byłyby szanse aby zrobić kolejne wzmocnienia i w przyszłym sezonie znów powalczyć o cele najwyższe. Przejmując spółkę wraz z jej historią postanowiliśmy postawić na dialog i współpracę oraz spróbować budować partnerski układ na przyszłość. Niestety mijały kolejne miesiące i w okolicach lutego pojawiła się czkawka finansowa. Do tego doszło zobowiązanie, które musieliśmy wypłacić za poprzedni zarząd. Był to bolesny cios dla klubu i to w momencie, kiedy daliśmy do zrozumienia, że siatkówka w Częstochowie jest lubiana i potrzebna. Złożyliśmy do miasta prośbę o rozłożenie tych pieniędzy na układ ratalny, ale do chwili obecnej nie dostaliśmy żadnej konkretnej informacji   – mówił Kamil Filipski.

Władze klubu są zaniepokojone brakiem konkretów ze strony miasta oraz tym, że za deklaracjami współpracy nie idą żadne konkretne działania. Niektórzy tłumaczą to tym, że aktualny zarząd AZS nie jest akceptowanym przez magistrat partnerem do dialogu. Sytuacja jest tym bardziej niepokojąca, że klub pod kierownictwem nowego zarządu odnosi sportowe sukcesy.  – Powody, dla których jesteśmy tak traktowani nie są przez nas kompletnie zrozumiałe. Nie mamy żadnych układów, nie funkcjonujemy w żadnym kolesiostwie, a jesteśmy tu tylko dla czystej idei wierząc w to, że ten klub  można odbudować – dodaje Filipski.

W przyszłym tygodniu na specjalnym posiedzeniu zarządu klub przedstawi strategię na aktualną sytuację. W minionym sezonie AZS Częstochowa okazał się najlepszy w rozgrywkach I ligi mężczyzn, lecz w barażach o miejsce w Plus Lidze klub ten musiał uznać wyższość Łuczniczki Bydgoszcz. Co prawda Akademicy próbowali poza sportowo awansować do najwyższej klasy rozgrywkowej, ale z planów tych nic nie wyszło. W AZS-ie rozpoczęto budowę nowej drużyny, która w przyszłym sezonie znów miałaby walczyć o awans. O ile sportowo jest to możliwe, o tyle wiele wątpliwości i pytań budzi aspekt organizacyjny i finansowy. Pytanie, czy w aktualnej sytuacji realizacja ambitnych planów sportowych jest możliwa pozostaje bez odpowiedzi.

PNP