Dziura w budżecie Skry, bo Urząd nie spełnił „obietnicy”?

Ponad miesiąc temu rozpoczęły się rozgrywki piłkarskiej II ligi, na którym to szczeblu rywalizuje częstochowska Skra. Po 7 kolejkach ma na swoim koncie zaledwie 7 punktów, ale o ile forma drużyny może powodować tylko niezadowolenie kibiców, o tyle intrygującą sprawą jest wygląd koszulek meczowych. A konkretnie znak zapytania zamiast logo sponsora.

Jak mówi kierownik działu marketingu Bartosz Błach, nie jest to przypadek, a celowy zabieg.

– To swoistego rodzaju apel. To miejsce marketingowe na koszulkach jest wolne i szukamy firm, które chciałyby wykorzystać ten nośnik marketingowy jakim jest Skra Częstochowa w II lidze Polskiego Związku Piłki Nożnej – tłumaczy.

Znak zapytania to też sposób klubu na zwrócenie uwagi na – niesprawiedliwą jego zdaniem – politykę Urzędu Miasta w zakresie promocji miasta poprzez sport, a konkretnie piłkę nożną. Precyzując, chodzi o warunki jakie magistrat określił w specyfikacji zamówienia publicznego rozstrzygniętego w lipcu.

– Od blisko dziesięciu lat promocja miasta przez piłkę nożną skoncentrowana była na rozgrywkach szczebla centralnego, czyli minimum II ligi, i my po rozmowach z władzami miasta wiedzieliśmy, że będziemy mogli w tym konkursie wystartować. Ogłoszony konkurs jasno wskazywał na to, że muszą to być rozgrywki najwyższego szczebla, czyli nastąpiła całkowita zmiana pod jeden klub. I fajnie, Raków trzeba wspierać, Rakowowi należy się stadion, Raków robi fantastyczną promocję, ale chcemy zwrócić uwagę, że my też tą promocję robimy.

Nie tak dobrze jak robi to Raków – mówi Aleksander Wierny, naczelnik Wydziału Kultury, Promocji i Sportu Urzędu Miasta Częstochowy.

– Chodzi po prostu o transmisje telewizyjne. Promocja jest skuteczniejsza, kiedy mecze są transmitowane przez telewizję. W I lidze i Ekstraklasie tych transmisji jest więcej i w lepszym czasie antenowym, z lepszymi przeciwnikami, co gwarantuje lepszą oglądalność. I ta promocja jest po prostu wtedy lepsza.

Zdecydowało o tym, że to na Limanowskiego trafił 1 800 tys. zł. A to zdaniem Bartosza Błacha, mocno skomplikowało sytuację finansową Skry.

– Ta na pewno nie jest idealna, bo jeżeli zakładaliśmy, że jakiś fragment tortu promocji nam przypadnie, to kiedy zostaliśmy odcięci całkowicie, to pojawiła się dziura budżetowa. Ta może doprowadzić do sytuacji, o której nawet nie chcę mówić. Nie chcemy nawet myśleć o możliwości wycofania drużyny z ligi.

To byłaby ostateczność, a do takiej sytuacji nie powinno dojść. Urząd natomiast piłeczkę odbija i… przypomina, że Skra, mimo braku dotacji akurat z puli przeznaczonej na promocję, wspierana przez miasto jest.

– Skra nie jest poszkodowana, bo po raz pierwszy mogła sięgnąć po pieniądze z tzw. sportu kwalifikowanego. W ogóle w tym roku Skra otrzymała 845 tysięcy, więc to nie jest tak, że Skra nie jest dostrzegana – tłumaczy naczelnik Wydziału Kultury, Promocji i Sportu Urzędu Miasta Aleksander Wierny.

Czy klub mógłby być dostrzegany lepiej? Być może, choć nie ma wątpliwości, że to Raków jest dziś wizytówką Częstochowy. Ale czy rzeczywiście promocja miasta przez Skrę jest warta okrągłe zero? Tu już można mieć wątpliwości.

MD
źródło: ks-skra.pl