Śp. Józef Piątkiewicz – kochał i nie pękał

„Wujek Józek”, „docent model”, a oficjalnie Józef Piątkiewicz, niestety już świętej pamięci. Nie sposób w krótkich słowach opisać tę barwną i zasłużoną dla środowiska akademickiego Częstochowy postać. 12 lipca w personalnej parafii akademickiej pw. św. Ireneusza w Częstochowie żałobnej Mszy św. w intencji śp. Józefa Piątkiewicza przewodniczył bp Andrzej Przybylski.

Hierarcha spotykał popularnego Wujka Józka na różnych etapach swojego życia. Był on radosnym człowiekiem, który ze wszystkimi dzielił się swoim słynnym mottem życiowym:

– Wszyscy w miasteczku akademickim znali te słowa: „Kocham Cię, nie pękaj!” To była niepowtarzalna osobowość. Od takich osób możemy uczyć się tego, że o pięknie życia nie stanowią tytuły i bogactwa, ale kochające serce.

Pozostali rozmówcy wspominali go równie ciepło:

– Wujek Józef był zawsze pogodny. Na wejściu mówił: „Kocham Cię”. Czasami odwiedzaliśmy go w akademiku. Miał świetny kontakt ze studentami. Wiem, że pomagał przy kolportażu „Niedzieli”. Był przyjacielem i wiernym druhem częstochowskich studentów – przyznał z uśmiechem Adam.

– Zapamiętam go jako wesołego i szczerego przyjaciela studentów – dodał Andrzej.

O Wujku Józku w samych superlatywach wyraża się też Monika:

– W czasie sesji często powtarzał studentom, by „nie pękali”. Zawsze był życzliwy. Bardzo chciał, żeby go adoptowano, ale, niestety, prawo na to nie pozwalało (śmiech). Można się od niego nauczyć otwarcia na drugiego człowieka.

– Zapamiętałam go jako osobę bardzo radosną i pozytywnie nastawioną do życia. Wujek Józek często mówił: „Nie pękaj” i „Kocham Cię” – wspomina Natalia.

W kazaniu bp Andrzej Przybylski podkreślił, że Wujek Józek, mimo tego że na pozór nie miał wiele, był człowiekiem bardzo bogatym wewnętrznie, który kochał bezwarunkowo i który tą miłością dzielił się z innymi:

– Czasami przypominam sobie mądre słowa ks. Jana Twardowskiego: „Sprawiedliwość Boża jest nierównością”. Gdyby wszyscy mieli to samo i gdyby każdy był taki sam, to nikt nikomu nie byłby potrzebny. Ubodzy, prości ludzie są nam bardzo potrzebni. Nie tylko dlatego, abyśmy uczynili im jakieś dobro, ale ponieważ są dowodem na to, że tak po ludzku patrząc, mając niewiele, można być szczęśliwym. Wujek Józek miał niewiele. Miał pokój w akademiku, ale jaki to był gościnny pokój. Jego rodziną byli wszyscy częstochowscy studenci. Potrafił się dzielić. To był tak bogaty człowiek, że pewnie każdy z Was mógłby opowiadać o tym godzinami.

Bp Andrzej Przybylski podzielił się również w kazaniu osobistymi wspomnieniami o Józefie Piątkiewiczu:

– Zapamiętałem Wujka Józka jako Bożego artystę, który koncertował w pobliskim Biffie i gromadził tłumy. To było dziwne uczucie, bo z jednej strony wyczuwaliśmy, że wiele osób śmiało się z tego, jaki był, ale on to kochał. Nie przejmował się sobą. Nie był wrażliwy na punkcie swoich słabości i cieszył się, że właśnie one mogły być źródłem radości dla drugich. (…) To był artysta nietuzinkowy, który potrafił łączyć wiele Bożych rzeczy, bez świadomych intencji i wyrachowania, ale właśnie z pobożnością spontaniczną, od serca, bez kalkulacji. (…) Dla niego najważniejsze było to, żeby czynić dobro. Oczywiście, prosił też o pieniądze, ale wiecie, dlaczego? Pamiętam jeszcze z czasów, kiedy byłem tu duszpasterzem akademickim, jak Wujek Józek uzbierał dużą sumę. Powiedział wtedy: „A wieczorem pójdę do Biffa, zamówię beczkę piwa i wszyscy się napiją. Za darmo!” Zbierał nie dla siebie, ale żeby mieć co dawać.  (…) Jeśli za miłość idzie się do nieba, to jestem niemal pewien, że Józek już tam jest.

Józef Piątkiewicz żył 80 lat.

MO