Jurajskie Veto #otwieraMY: bunt czy desperacja?

Pierwsi klienci wchodzący do Gospody Złoty Garniec fot. Radio Fiat

Mimo zarządzonego przez rząd lockdownu, coraz więcej przedsiębiorców decyduje się na wznowienie swojej działalności. Głośne stało się “Góralskie Veto”, a do górali dołączyli przedsiębiorcy z calego kraju. Jest “Bałtyckie Veto” z drugiej strony Polski, jest też “Jurajskie Veto”. Do akcji w Częstochowie przystąpili m.in. restauratorzy. Akcja w mediach społecznościowych oznaczana jest hasztagiem #otwieraMY. W sobotę 16 stycznia o godz. 12.00, swoje drzwi dla klientów otworzyła częstochowska Gospoda Złoty Garniec. Dzień wcześniej, bo w piątek otwarto “Restaurację 68”.

Jak mówił Grzegorz Ciemienga, właściciel “Złotego Garnca”, otwarcie lokalu poprzedzone było specjalnym jego przygotowaniem:

-Jesteśmy przygotowani według procedur zalecanych przez sanepid. Obowiązuje nakaz noszenia maseczek, dezynfekcja rąk. Powołaliśmy zespół w restauracji, który opracował specjalne procedury covidowe – to jest mycie powierzchni płaskich, mycie klamek, dezynfekcja, więc przygotować mi się dosyć mocno. Wydaje mi się że spełniamy wszelkie normy narzucone przez sanepid.

Jak tłumaczy Radiu Fiat Grzegorz Ciemienga, do otwarcia restauracji mimo lockdownu, poczuł się w pewnym sensie sprowokowany:

-Zmusiło nas do tego życie. Sprawy finansowe, sprawy bycia restauracji i naszych pracowników. Jesteśmy za nich odpowiedzialni, jesteśmy odpowiedzialni za ich rodziny i finanse.

Gospoda Złoty Garniec o swojej decyzji poinformowała w mediach społecznościowych.

-Odzew i zainteresowanie ze strony społeczeństwa było bardzo duże. Wnioskuję z tego, że ludziom też jest potrzebne oderwanie się od tej rzeczywistości, która nas na chwile obecna otacza.

Odzew był duży nie tylko w mediach społecznościowych, na miejscu w godzinie otwarcia stawili się – oprócz gości – dziennikarze. Licznie zebrani przedstawiciele mediów nie doczekali przyjazdu przedstawicieli sanepidu wraz z asystą policji. Inaczej było w piątek 15 stycznia. Szerokim echem odbiła się sytuacja, do której doszło wtedy w  – także otwartej – “Restauracji 68”. Reporterowi Radia Fiat o zajściu opowiedział Jacek Pawlikowski, właściciel lokalu:

-Przyjechały panie z sanepidu w asyście ponad 20 policjantów. Na moje pytanie, dlaczego aż tylu, nie potrafiono odpowiedzieć.  Ja nauczony doświadczeniem zawiozłem wcześniej na posterunek policji pismo, w którym powiadomiłem, że otwieram, że przyznaje się do wszystkiego i jestem chętny do współpracy. Poprosiłem też policjantów, żeby zadzwonili do mnie wcześniej, zanim przyjadą, bo może się tak stać, że będzie zbyt duże zagęszczenie ludzi. Policja za pomocą jakiejś pani, która była chyba prawnikiem, która próbowała mi zaimputować, że nie mam racji że, muszę ich wpuścić. Oni bardzo usilnie chcieli legitymować moich gości, czego oni sobie nie życzyli. Panie z sanepidu przeprowadziły dwie kontrole: jedna dotyczyła łamania rozporządzenia ministra ws. zakazu działalności, a druga dotyczyła rutynowej kontroli na temat sposobu i okoliczności sporządzania posiłków w moim lokalu.

Konfliktowa sytuacja zakończyła się poselską interwencją:

-Lokal jest po to, żeby działać. Skoro działają urzędy, dlaczego nie ma działać Gastronomia, skoro zachowuje się do przepisów sanitarnych? Jednym z moich gości był między innymi po Pan Włodzimierz Skalik. Jako organizator pracy członków Konfederacji, wczoraj udostępniał tutaj łącza członkom komisji do spraw związanych z zapobieganiem skutkom covidu. Na linii byli między innymi Janusz Korwin-Mikke, Grzegorz Braun, różni profesorowie medycyny. Uprzedziłem policję i sanepid, że uczestniczymy w tym momencie w posiedzeniu koła tej komisji. W tym momencie Grzegorz Braun po prostu poprosił policjantów, że albo się przedstawią i włączą do obraz, albo opuszczą lokal zachowując powagę sejmu. Wtedy większość policjantów wyszła z lokalu. Cała akcja trwała około godziny, po czym państwo spisali protokół, zapisali też, że mieli okazję uczestniczyć w posiedzeniu komisji sejmowej i opuści restaurację.

Jacek Pawlikowski podkreśla, że prawo nakłada na przedsiębiorców obostrzenia, ale z płatności nadal trzeba się wywiązywać:

-Byśmy zawsze byli otwarci, tylko organy państwa nie pozwoliły na mnie działać, przyjmować gości, więc po prostu otworzyliśmy nasze drzwi. Przecież według urzędników, my ciągle byliśmy otwarci. ZAiKS, mimo, że pisałem pisma, kazał nam płacić za używanie muzyki przy zamkniętych drzwiach. Prezydent Matyjaszczyk, mimo obietnic, nie zmniejszał podatku, spółdzielnia czynszu nie zmniejszała.

Przypomnijmy, że rozporządzenie, które przedłużyło czas trwania obostrzeń epidemicznych zostało opublikowane w Dzienniku Ustaw w czwartek 14 stycznia. Co grozi restauratorom otwierającym lokale pomimo obowiązującego rozporządzenia? Czy akcja #otwieraMY będzie kontynuowana?  Do sprawy otwartych pomimo zamknięcia restauracji na pewno na antenie Radia Fiat wrócimy.

JS