Oszczędzanie wody na przekór miastu

Fot. Radio Fiat

„Prawie wszyscy płacimy więcej” – mówią mieszkańcy bloków i kamienic w Częstochowie w kontekście opłat za śmieci. Te, jak już wiadomo, są uzależnione od ilości zużytej wody. To, co pierwotnie miało być dopracowaniem systemu rozliczania za wywóz śmieci, w istocie jest znaczną podwyżką cen.

Mieszkańcy w sprawie głębszego sięgania do portfeli nie milczą i szykują odwet w Internecie. Bartłomiej Wiśniewski, jeden z mieszkańców Częstochowy, który poczuł skutki takiej „waloryzacji”, w akcji pod hasztagiem #AquaSmieciChallenge zachęca do oszczędzania wody.

– Bardzo bym chciał, by była to duża, zorganizowana akcja mieszkańców. Dotychczas pod moim postem na Facebooku kilku sąsiadów i znajomych także wyraziło swoje zdziwienie i oburzenie. Wszyscy wymieniają wątpliwości związane z pewną niesprawiedliwością i różnym sposobem rozliczania ludzi za wywóz nieczystości. Wszystko zależy od tego czy mieszkamy w domu jednorodzinnym, czy w bloku. W przypadku mieszkańców tych drugich jest jeszcze pytanie czy posiadamy wodomierz. Każda z tych trzech sytuacji różni się sposobem rozliczania przez miasto kosztów wywozu nieczystości. Mieszkańcy domów jednorodzinnych płacą 29 zł od osoby. Mieszkając w bloku i posiadając wodomierz, płacimy 9,60 zł za zużyty m³ wody. Nie mając wodomierza, miasto uznaje ryczałt trzy m³ na osobę. W moim przypadku jest to podwyżka ze 116 zł do 175 zł przy czteroosobowej rodzinie – mówił mieszkaniec.

Częstochowianin ponadto zwraca uwagę na dysproporcję kosztów pozyskiwania śmieci od odbiorców indywidualnych oraz budynków wielorodzinnych.

– Koszt wywozu śmieci z budynków wielorodzinnych jest na pewno niższy. Ta logistyka pracy z odpadami jest o wiele prostsza, a więc też tańsza, bo z jednego punktu, gdzie są składowane odpady, korzysta minimum kilkanaście mieszkań. Kiedy mówimy o wywozie śmieci z domów jednorodzinnych, wiadomo, że pod każdą posesję trzeba podjechać i ten dużo mniejszy pojemnik opróżnić, więc ta praca siłą rzeczy jest o wiele droższa – dodał Bartłomiej Wiśniewski.

Zdaniem mieszkańców ceny za wywóz śmieci nie powinny mieć związku z zużyciem wody, która w gruncie rzeczy jest darmowym dobrem naturalnym. Płacimy jedynie za jej dystrybucję miejskimi sieciami rur. Na ulicach miasta nie trudno znaleźć osoby, które nie są zadowolone z takiego obrotu sprawy.

– Jestem oburzona, to denerwuje i osłabia mnie do końca. Uważam, że ta decyzja nie była słuszna – powiedziała kobieta.

– Mieszkam w domu jednorodzinnym i płacę za śmieci wyjątkowo dużo. To jest za dużo w stosunku do tego, że śmieci odbierane są raz w miesiącu. Gdyby były wywożone, chociaż dwa razy w miesiącu, to takie koszty miałyby sens. Najgorzej jest latem, kiedy to śmieci gniją, a wywóz jest jeden – skomentowała sytuację niezadowolona mieszkanka.

– To jest złodziejstwo! Jedni będą poszkodowani, inni może wyjdą na plus, ale w mojej ocenie wszyscy będą poszkodowani. Spójrzmy na zarobki w Częstochowskim Przedsiębiorstwie Komunalnym. Nie będziemy robić na gażę prezesa lub innych. Oni zarabiają po kilkadziesiąt tys. zł, a prywatnym przedsiębiorcom się obrywa. W Częstochowie są najdroższe śmieci i najdroższe podatki – podsumował zbulwersowany mężczyzna.

Impuls do tego, by oszczędzać wodę, to z pewnością jedyna zaleta zaistniałych ostatnio zmian w opłatach. Prawda jest jednak taka, że istnieje pewna granica oszczędności, za którą jest już tylko ubóstwo. Nie tędy droga!

BNO